|
Wydarzyło się naprawdę w Liceum im.
Mieszka I w Zawadzkiem:
"Oto moje opowieści o śmiesznych
wydarzeniach, których byłem świadkiem. Wszystko to wydarzyło
się w naszym liceum."
***********************************************
Piątkowa lekcja fizyki, ostatnie sekundy przed
dzwonkiem oznaczającym początek weekendu. Nagle wszyscy
siedzący w rzędzie przy oknie kierują swój wzrok w lewo
na ulicę przy szkole. Zdenerwowana tym, że coś odwraca uwagę
uczniów od lekcji, pani profesor mówi: "Gapicie się
przez to okno jakbyście tam zobaczyli krowę na baloniku!".
Wszyscy, którzy wiedzieli o co chodzi, padają ze śmiechu...
A cóż widzieli uczniowie na ulicy za oknem? Swoją wychowawczynię!
- dlatego entuzjastyczna reakcja była natychmiastowa. Parę
sekund po zdarzeniu - dzwonek i radość klasy, że takim śmiesznym
akcentem mogli zakończyć tydzień...
***********************************************
Początek 2005 roku. Lekcja polskiego. Za
kilka chwil koniec lekcji. Nauczycielka zwraca się do klasy
by jeden z uczniów przygotował na następną lekcję coś o
motywie podróży w literaturze. Mijają kolejne nerwowe sekundy.
Nikt się nie zgłasza by wziąć na siebie odpowiedzialność
za te zadanie. Nagle pani profesor ze stoickim spokojem
mówi: "Spokojnie, po kolei, nie przepychajcie się tak...".
Wypowiedź ta powoduje śmiech wśród uczniów, a nauczycielka
ostatecznie przydziela jednemu z nas wspomniane wcześnien
zadanie - wtedy osobnikowi temu już wcale nie jest do śmiechu.
:-)
***********************************************
Klasa maturalna. Lekcja polskiego. Nauczycielka
prosi ucznia o opinię na temat, który przed momentem poruszyliśmy.
Kolega bezradnie milczy zupełnie bez pomysłu na sensowne
użycie swego aparatu mowy. ;) Tymczasem polonistka zwraca
się do drugiego często "udzielającego się" ucznia
tymi słowami: "No, Szymon... Proszę się ustosunkować
do wypowiedzi swojego kolegi!". A Szymek na to: "Tak,
uważam, że Darek ma rację, zgadzam się z nim, ale ponadto
sądzę, iż..." I tu kontynuuje już w dosyć sensowny
sposób. :)
***********************************************
Klasa maturalna. Lekcja języka polskiego
- dziś omawiamy "Przedwiośnie" Stefana Żeromskiego.
Humory dziś wszystkim dopisują. Nauczycielka pyta Michała
(to bliski kolega Dariusza, o którym wspominałem w poprzedniej
opowieści) - "Michał, powiedz nam co to były te szklane
domy?". Widać, że kolega zbiera myśli, koncentruje
się żeby nie palnąć czegoś nieodpowiedniego i... Nie udało
się! Mówi następująco - "Szklane domy... to były...
yyy... takie domy ze szkła!" - i ucina wypowiedź zbierając
sie do kontynuowania. Jednak jego wypowiedź przerywa głośny
śmiech klasy. Lekcja trwa dalej... Do głosu dochodzi kolega
Daniel. Próbuje opisać zmiany jakie zaszły w zachowaniu
głównego bohatera po tym, jak jego ojciec wyjechał i on
został sam z matką w domu. Daniel mówi - "Cezary...
no... on... on się tak po prostu.. to znaczy on tak gorzej
się... on tak uciekał z domu... tak nie słuchał...no...
on... normalnie zepsuł się, no!!!". I na sali znów
zapanował śmiech i wrzawa. :)
***********************************************
|