:... Szkolne opowieści ...:



Spis treści:

Anegdotki rodem z Politechniki Opolskiej
Wydarzyło się naprawdę w Liceum im. Mieszka I w Zawadzkiem
Wspomnienia z L.O.
Wesolutko czasem bywa...

^ Klikaj na wybrany temat ^

Czekamy na Wasze historyjki, anegdotki, które miały miejsce w Waszych szkołach, uczelniach, itp. i których byliście świadkami. Możecie je przesyłać mailem:


Wasze teksty:

 

Anegdotki rodem z Politechniki Opolskiej:

"Coś niecoś o sieciach i administrowaniu. Wszystkie zdarzyły się naprawdę... i bardzo z przymrużeniem oka ;) Głównym bohaterem jest Pan Doktor - niezwykły człowiek, pod każdym względem."

***********************************************

Zajęcia z panem Doktorem. Kolejna tablica wygląda jakby ją osy zaatakowały. Długie ciągi komend przypominają bardziej rozrzucony mak, niż coś, co trzeba zanotować (pilnie!). Nie pomagały prośby studentów typu: "Panie Doktorze, niech Pan zmieni tablicę" albo "proszę pisać większymi literami i wyraźniej, bo trudno się rozczytać". Pan Doktor znowu swoje.
W końcu jeden zdesperowany student krzyczy:
- Panie Doktorze, niech Pan zmieni partycję i czcionkę na Times'a 72kę!
- ?
I Pan Doktor zrozumiał :-)

^***********************************************^

Sala wykładowa. Nad studentami unoszą się obłoczki dymu z palących się długopisów, raz po raz słychać westchnienia, a pan Doktor w szczycie uniesienia z prędkością świetlną wypisuje linijki komend wypełniając kolejną tablicę drobnymi literkami.
Histeria studentów już prawie sięga apogeum niezrozumienia, gdy Doktor nagle się odwraca i mówi:
- Kupiłem nowe opony zimowe!
Studenci nieprzytomnie spoglądają na wykładowcę, a wielkie znaki zapytania wypełniły czasoprzestrzeń nad ławkami. Każdy oczekuje jakiejś niezwykłej i twórczej myśli geniuszu pana Doktora. Tymczasem on dalej zabiera się do pisania.
Studenci w zakłopotaniu (czy aby się nie przesłyszeli) dalej zaczynają pisać, ale ledwie wzięli długopisy do rączek, pada kolejne zdanie:
- To do mojego trabanta - mówi pan Doktor.
Cisza... tylko niektórzy studenci chichoczą nerwowo.
A pan Doktor ze słodkim uśmiechem:
- Panowie, proszę tego nie pisać... to tylko dygresja... :-)

^***********************************************^

Ostatnie zajęcia pewnego dnia. Słońce już chyli się ku zachodowi, a studenci wciąż próbują ukończyć ćwiczenia. Pan Doktor chodzi po sali i w zadumie spogląda w ekrany komputerów. W pewnym momencie przystaje i wielce zaskoczony mówi:
- Widzicie drodzy panowie, żaden z Was nie był w stanie ukończyć pierwszego ćwiczenia, a koleżanka już finiszuje. Z tego wynika, iż panie są znacznie wytrzymalsze od nas.
- Ależ to nieprawda, panie Doktorze - oburza się sąsiad koleżanki, student stateczny. - Tutaj nie można się skupić...
- Ależ panie Mirku... panie Mirku... bo ekran jest przed panem, a nie na kolanach koleżanki...
I tu konsternacja koleżanki i śmiech całej grupy :-)

^***********************************************^


"Piołun" z Zawadzkiego

 

Wydarzyło się naprawdę w Liceum im. Mieszka I w Zawadzkiem:

"Oto moje opowieści o śmiesznych wydarzeniach, których byłem świadkiem. Wszystko to wydarzyło się w naszym liceum."

***********************************************

Piątkowa lekcja fizyki, ostatnie sekundy przed dzwonkiem oznaczającym początek weekendu. Nagle wszyscy siedzący w rzędzie przy oknie kierują swój wzrok w lewo na ulicę przy szkole. Zdenerwowana tym, że coś odwraca uwagę uczniów od lekcji, pani profesor mówi: "Gapicie się przez to okno jakbyście tam zobaczyli krowę na baloniku!". Wszyscy, którzy wiedzieli o co chodzi, padają ze śmiechu... A cóż widzieli uczniowie na ulicy za oknem? Swoją wychowawczynię! - dlatego entuzjastyczna reakcja była natychmiastowa. Parę sekund po zdarzeniu - dzwonek i radość klasy, że takim śmiesznym akcentem mogli zakończyć tydzień...

***********************************************

Początek 2005 roku. Lekcja polskiego. Za kilka chwil koniec lekcji. Nauczycielka zwraca się do klasy by jeden z uczniów przygotował na następną lekcję coś o motywie podróży w literaturze. Mijają kolejne nerwowe sekundy. Nikt się nie zgłasza by wziąć na siebie odpowiedzialność za te zadanie. Nagle pani profesor ze stoickim spokojem mówi: "Spokojnie, po kolei, nie przepychajcie się tak...". Wypowiedź ta powoduje śmiech wśród uczniów, a nauczycielka ostatecznie przydziela jednemu z nas wspomniane wcześnien zadanie - wtedy osobnikowi temu już wcale nie jest do śmiechu. :-)

***********************************************

Klasa maturalna. Lekcja polskiego. Nauczycielka prosi ucznia o opinię na temat, który przed momentem poruszyliśmy. Kolega bezradnie milczy zupełnie bez pomysłu na sensowne użycie swego aparatu mowy. ;) Tymczasem polonistka zwraca się do drugiego często "udzielającego się" ucznia tymi słowami: "No, Szymon... Proszę się ustosunkować do wypowiedzi swojego kolegi!". A Szymek na to: "Tak, uważam, że Darek ma rację, zgadzam się z nim, ale ponadto sądzę, iż..." I tu kontynuuje już w dosyć sensowny sposób. :)

***********************************************

Klasa maturalna. Lekcja języka polskiego - dziś omawiamy "Przedwiośnie" Stefana Żeromskiego. Humory dziś wszystkim dopisują. Nauczycielka pyta Michała (to bliski kolega Dariusza, o którym wspominałem w poprzedniej opowieści) - "Michał, powiedz nam co to były te szklane domy?". Widać, że kolega zbiera myśli, koncentruje się żeby nie palnąć czegoś nieodpowiedniego i... Nie udało się! Mówi następująco - "Szklane domy... to były... yyy... takie domy ze szkła!" - i ucina wypowiedź zbierając sie do kontynuowania. Jednak jego wypowiedź przerywa głośny śmiech klasy. Lekcja trwa dalej... Do głosu dochodzi kolega Daniel. Próbuje opisać zmiany jakie zaszły w zachowaniu głównego bohatera po tym, jak jego ojciec wyjechał i on został sam z matką w domu. Daniel mówi - "Cezary... no... on... on się tak po prostu.. to znaczy on tak gorzej się... on tak uciekał z domu... tak nie słuchał...no... on... normalnie zepsuł się, no!!!". I na sali znów zapanował śmiech i wrzawa. :)

***********************************************


"Drożdżu" z Zawadzkiego

 

Wspomnienia z L.O.:

"Takie tam wspomnienia z LO ;) Oczywiście wszystko bez nazwisk :)"

***********************************************

Lekcja niemieckiego. Uczniowie ćwiczą dłuższe wypowiedzi ustne. Chyba jest jakis zły dzień, bo wszyscy wypadają fatalnie. W końcu nauczycielka zdenerwowana mówi:
- Co to ma być?! Jak wy sobie poradzicie na maturze!? Szkoda, że mnie nie będzie w komisji, bo tak to nie uwierzę, że zdacie! -
Uduchowiony głos z sali:
- Błogosławieni Ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli...
(Śmiech)

***********************************************


"Zawadczanin" z Zawadzkiego :-)

 

Wesolutko czasem bywa... :

"Anegdotka z mojej szkoły - wesolutko czasem bywa :)"

***********************************************

Raniutko przed zajęciami studenci ustawiają się w kolejce do szatni. Gwarno i parno. Dwóch studentów podaje kurtki zaspanemu szatniarzowi. Ten je bierze do ręki z zapytaniem:

- To na jeden numerek...?

- Nie... na zajęcia :) :) :)

Widać jaki szybki i wesolutki jest umysł studenta... o poranku:)

***********************************************


"Piołun" z Zawadzkiego