Zawadzkie już w czołówce

SPR PABIANICE - ASPR ZAWADZKIE 24-35
W drugim meczu ASPR Zawadzkie odniósł drugie zwycięstwo wygrywając w Pabianicach i to wyraźnie, 35-24. Wygrana ta pozwoliła ASPR-owi awansować na czwarte miejsce w tabeli. Liderem jest zespół KS Końskie, za nim Chrzanów i Wisła Puławy. Tak dobrego początku chyba nikt w Zawadzkiem się nie spodziewał. Cztery punkty w dwóch meczach to wręcz marzenie, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że nasza drużyna jest beniaminkiem i to dokoptowanym do grupy w ostatniej chwili.

Mecz w Pabianicach nie był spacerkiem, choć wygrana jest wysoka. Nasza drużyna od początku objęła prowadzenie i kontrolowała przebieg gry. Pabianice, jak się okazują, są zespołem słabszym i nieprzypadkowo po dwóch meczach są bez punktów. ASPR w następnej kolejce podejmuje AZS Radom i tym razem wystąpi w roli zdecydowanego faworyta. Radomianie są, podobnie jak Pabianice, również bez punktu i nie wydaje się, by ASPR mógł zaprzepaścić nadarzającą się okazję zgarnięcia kolejnych dwóch punktów. Zapraszamy kibiców w sobotę (02.10.2004r.) do hali sportowej na kolejny I-ligowy mecz.

Wyzwanie przed nami - wywiad z Adamem Skrabanią, skrzydłowym ASPR-u Zawadzkie.

- Dwa zwycięstwa na inaugurację sezonu, którego się obawialiście, pozwalają z większym optymizmem patrzeć w przyszłość?
- Cieszymy się, ale zdajemy sobie też sprawę, iż dotychczas zmierzyliśmy się z dwoma beniaminkami, którzy teoretycznie są słabsi. Przed nami spotkania z doświadczonymi pierwszoligowcami. To one są wyzwaniem, które pokaże, na co nas stać. Ważne, że rozpoczęliśmy od zwycięstw. Wtedy gra się łatwiej, na większym luzie psychicznym. Każdy woli wygrywać i w takiej roli dobrze się czujemy. To jednak nie koniec rywalizacji.
- W Pabianicach rzuciłeś 9 bramek. To musiał być twój dzień.
- Cały zespół zagrał konsekwentnie i mocno w obronie, a to pozwalało wyprowadzać kontry. Ponieważ najczęściej to ja w nich rzucam, stąd takie osiągnięcie. Nie byłoby go bez kolegów. Ja zadowolony jestem z niezłej skuteczności. Wiem jednak, że stać mnie na więcej i do tego będę dążył.
- Ponownie zdarzyły wam się przestoje. Kiedy je wreszcie wyeliminujecie? Z nimi raczej ciężko będzie o zwycięstwa...
- To jakieś nasze chore przyzwyczajenie, z którym cały czas walczymy. Wraca jak zły sen. Chyba mamy taki styl, że okres bardzo dobrej gry przeplatamy słabszym. Zdaję sobie sprawę, że na razie nie zapłaciliśmy za to porażką, ale w kolejnych meczach może być różnie. Dlatego pracujemy na treningach, nie zapominając o głowach, bo to w nich siedzi ten problem. Dekoncentrujemy się z nieznanych przyczyn, ale dobrze, że potrafimy wrócić do gry. Może trener do nas dotrze.
- Co zmieniło się w drużynie po przyjściu trenera Henryka Zajączkowskiego i nowych zawodników?
- Przede wszystkim ASPR to nowa drużyna i nie można jej porównywać do tej z poprzedniego sezonu. W pierwszej "siódemce" jest czterech nowych piłkarzy i to są niewątpliwie wzmocnienia. Myślę, że takich zawodników nam brakowało, aby wywalczyć awans na parkiecie. Co do trenera - jest fachowcem, o czym świadczą nasze wyniki. Można się dogadać, ale nie ma u niego taryfy ulgowej. Wie najlepiej, że bez pracy nie ma kołaczy. Inaczej gramy, trenujemy, jest inna wizja.

Źródło: www.nto.pl i www.strzelecopolski.pl
Autorzy tekstu: Wywiad - Marcin Sabat