|
-
Drżymy o nasze dzieci - mówią mieszkańcy Kielczy. Podejrzany o pedofilię
Adam M. z policyjnego aresztu w Gliwicach wrócił do domu.
Dwudziestosześcioletni Adam M. na karku ma trzy postępowania:
w Zabrzu, Strzelcach Opolskich i ostatnie w Gliwicach. W lutym wyszedł
z aresztu w Zabrzu. - Nie było go kilka miesięcy. Myślałam, że pojechał
do Holandii na robotę - mówi Barbara Oslislok.
W zeszłym tygodniu, pięć miesięcy po wyjściu zza krat, M. znów zaatakował
niedaleko Kielczy, w Toszku (woj. śląskie). Wywiózł 13-letniego chłopca
do lasu i zaczął go molestować - twierdzi pro-kuratura. Schwytała go policja
z Gliwic. Prokuratura domagała się aresztowania Adama M., ale sąd w Gliwicach
się nie zgodził.
- Tak nie powinno być, my się tu teraz boimy. On co chwilę kogoś molestuje,
a co będzie jak zabije dzieciaka? - mówi pani Mariola. Imię zmieniliśmy,
bo kobieta żyje w strachu. Z tego samego powodu większość mieszkańców,
z którymi rozmawialiśmy, nie chciała się przedstawić.
- On biegał i namawiał na spotkania, ale tylko nieletnich chłopców. Coś
im tam proponował, ale nie wiem dokładnie co - zaznacza Edyta.
- Koledzy mówili, że czasem czaił się w lesie - dodaje jej koleżanka Ania.
- Zaczepiał tylko młodszych, bo starsi by mu się nie dali.
Większość ludzi w Kielczy nie chce rozmawiać o mężczyźnie. Udają, że nie
wiedzą o kim mowa, albo że problem ich nie dotyczy. Inni przyznają wprost:
- A po co mi to? Jeszcze mnie będzie straszył albo nachodził.
Najbardziej o swoje dzieci boją się matki nastoletnich chłopców. Tak jak
pani Mariola. Po jej podwórku biegali wczoraj dwaj synowie i ich koledzy.
- On wyglądał na spokojnego, dzień dobry mówił. Jak chodził do szkoły,
codziennie przechodził obok mojego domu - zaznacza kobieta. Teraz przypomina
swoim synom, by bardziej uważali na obcych.
14-letni Sebastian z kolegą jeździł wczoraj na rowerze: - Mama mówiła,
żebym z nikim obcym nie wsiadał do samochodu.
Ludzie w wiosce wiedzą, że Adam M. zaczepiał chłopców. O tym, że jest
podejrzany o pedofilię dowiedzieli się jednak dopiero w zeszłym tygodniu
- po tym, jak wybuchł skandal, gdy gliwicki sąd go nie aresztował.
- Pisały gazety, nawet w telewizji o tym mówili - podkreślają mieszkańcy.
- Jest kawalerem, ale leci na chłopców. Nigdy nie widziałam go z dziewczyną
- stwierdza Barbara Oslislok.
Prokuratura Rejonowa w Strzelcach Opolskich w ubiegłym roku oskarżyła
Adama M. m.in. o rozpijanie małoletniego piwem, groźby i wywiezienie do
lasu bez zgody rodziców.
- Żadnych zarzutów dotyczących molestowania mu nie postawiliśmy - twierdzi
prokurator Katarzyna Celińska. Proces w tej sprawie trwa.
Gliwicki sąd wobec podejrzanego Adama M. zastosował jedynie dozór policji.
- Musi się meldować na komisariacie w Zawadzkiem - mówi Maciej Milewski,
rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu.
Próbowaliśmy wczoraj porozmawiać z Adamem M. Nikt nie otworzył drzwi domu,
w którym mieszka. Gdy zapytaliśmy sąsiadów zza płotu, czy ktoś jest w
domu M., w popłochu się skryli.
|