|
Pracownia
tkacka, nowy ford do przewozu niepełnosprawnych, wyremontowana stołówka
- w Warsztatach Terapii Zajęciowej w Zawadzkiem dużo się dzieje i są na
to pieniądze.
Piątek, godzina czternasta na dużym owalnym stole pojawiają się kubki
z parującą kawą i ciasteczka. Po obiedzie i popołudniowych porządkach
warsztatowicze siadają do podwieczorku. To moment na luźne pogawędki.
Za chwilę zaczną się szykować do odjazdu do rodzinnych domów.
Andrzej Kaczyński z Zawadzkiego, od kilku tygodni nowy uczestnik WTZ-etów,
opowiada o codziennych zajęciach. - Od rana darłem na kawałki płótna,
z których będziemy robić materiały na krosnach. Po południu zamiatałem
podłogę i wkładałem nowe worki do koszy na śmieci.
Równie młoda stażem jest Agnieszka Tiszler z Kolonowskiego. Po skończeniu
szkoły specjalnej w Opolu przez ostatnie kilka lat była w domu. - Bardzo
mi się tu podoba - uśmiecha się. - Poznałam nowych ludzi. Wychowawcy są
bardzo mili.
Zawadzkie warsztaty się rozrastają. Agnieszka i Andrzej razem z trzema
innymi osobami trafili do nowej pracowni tkacko-wikliniarskiej. W kolejce
na miejsce w Zawadzkiem czeka jeszcze ponad dwudziestu chętnych z okolicznych
gmin: Zawadzkiego, Kolonowskiego i Jemielnicy.
Odkąd w 2001 roku powstały warsztaty, w budynku, który zajmują, ciągle
coś się zmienia. Teraz trwa remont dawnej świetlicy, gdzie powstanie stołówka.
Do dotychczasowego miejsca, gdzie uczestnicy jedli posiłki, przeniesiona
zostanie pracownia rękodzieła artystycznego, natomiast w pomieszczeniu
po niej zasiądą "wikliniarze". Kuchnię przeniesiono do sali
tuż obok nowej stołówki, a w dotychczasowej kuchni stanęło krosno tkackie.
Roczne utrzymanie WTZ-etów kosztuje 269 tys. zł, z czego 90 procent daje
Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Resztę dokłada
starostwo powiatowe, które stworzyło WTZ-ety. W warsztatach pracuje osiem
osób: kierownik, główna księgowa, czterech instruktorów, rehabilitantka
i kierowca. - Musimy także zatrudnić psychologa - mówi Andrzej Maryniak,
kierownik WTZ-tów w Zawadzkiem.
|