|
|
|||||||||||||
|
Żałoba potrwa od godz. 16 w niedzielę do środy. W ciągu najbliższych 3 dni flagi państwowe zostaną opuszczone do połowy. W katastrofie zginęło co najmniej 67 osób, a ponad 140 osób zostało rannych. Trzy dni żałoby wcześniej ogłosił także prezydent Chorzowa. To wyraz solidarności z rodzinami ofiar i poszkodowanymi w katastrofie budowlanej na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich. Jednocześnie prezydent miasta zwrócił się o powstrzymanie się w tym czasie od organizowania imprez rozrywkowych. W intencji ofiar została odprawiona msza w Katowickiej Archikatedrze Chrystusa Króla; przewodniczył jej metropolita katowicki, arcybiskup Damian Zimon. Do wypadku doszło w hali międzynarodowych targów katowickich, gdzie trwała międzynarodowa wystawa gołębi pocztowych. Na miejscu były setki wystawców i setki zwiedzających. Kwadrans po 17 rozległy się pierwsze trzaski pękającego stropu. Rozmowy w hali umilkły. Ludzie rzucili się w stronę drzwi ewakuacyjnych. Ale te były jeszcze zamknięte. Kilka chwil później dach zaczął spadać, najpierw jeden fragment, potem drugi. Ludzie zablokowali drzwi ewakuacyjne. Inni w panice wyskakiwali przez okna. Niektórzy próbowali się schronić pod filarami, pod stołami wystawienniczymi, jednak stalowy dach, obciążony dodatkowo tonami śniegu, zmiażdżył te prowizoryczne schronienia. Po kilku minutach od zawalenia się dachu, na miejscu tragedii było już pogotowie ratunkowe i medycy, którzy rozpoczęli udzielanie pomocy poszkodowanym. Karetki odwoziły poszkodowanych do kilkunastu śląskich szpitali. Akcja zaczęła się błyskawicznie: ratownicy pracowali w bardzo ciężkich warunkach - w chwili tragedii już było ciemno, robiło się coraz chłodniej. Przy sztucznym oświetleniu zaczęła się walka z czasem i mrozem. W nocy było minus 20 stopni. Dach zapadł się w środku hali - tam też było najwięcej ofiar, w pobliżu ścian powstały puste przestrzenie. Uwięzieni w gruzach dzwonili z telefonów komórkowych do swych bliskich. Jednak dotarcie do uwięzionych okazało się bardzo trudne. Ekipy ratunkowe wycinały otwory w zawalonym dachu, usiłowały tłoczyć tam ciepłe powietrze. Jednak trzeba było z tego zrezygnować, bo spalinowe nagrzewnice oprócz powietrza tłoczyłyby również trujący dym. Poza tym strażacy obawiali się, że ciepłe powietrze roztopi bryły lodu, na których wspiera się zawalony dach i tak nadwerężona konstrukcja runie. Przez wiele godzin na początku akcji spod gruzów słychać było dramatyczne krzyki ludzi wołających o pomoc. Około drugiej, trzeciej w nocy krzyki umilkły, karetki przestały jeździć. Słychać było tylko odgłos pił, którymi strażacy walczyli ze stalą. Ostatnią żywą osobę wyciągnięto z ruin przed godziną 22. Akcja ratunkowa trwa nieprzerwanie. Wiadomo, że wśród zabitych są cudzoziemcy - Niemiec i Holender. Czterech Niemców zostało rannych, ranni są także trzej Belgowie. Na liście zaginionych jest dwóch Słowaków i trójka Czechów. Ranni trafili do szpitali w Katowicach i Sosnowcu, ale też w Dąbrowie Górniczej, Siemianowicach Śląskich i Chorzowie. Najciężej ranni odwożeni byli do szpitali w Katowicach-Murckach, Katowicach-Ochojcu oraz do Szpitala św. Barbary w Sosnowcu. Wszyscy, którzy obawiają się, że ich bliscy w chwili tragedii byli w MTK, mogą dzwonić po informacje do Centrum Kryzysowego Wojewody Śląskiego: (032) 256 56 01, (032) 207 71 01, (032) 207 79 01. Informacji na temat rannych udzielają także śląskie szpitale, do których przewożeni są poszkodowani.
|
|||||||||||||
|
|||||||||||||