Chcą już wrócić do domu

Poszkodowani w pożarze przy ul. Andrzeja 10 w Zawadzkiem otrząsnęli się już z szoku. Wspiera ich pomoc społeczna.

Dochodziła 19.30 w poniedziałek 12 września, kiedy z okien na pierwszym piętrze kamienicy zamieszkiwanej przez cztery rodziny zaczęły wydobywać się kłęby dymu. Spłonęła większość dóbr trzymanych na strychu. Strażacy wielkość strat oszacowali na około 40 tysięcy złotych.

- Ogień strawił odzież zimową, obuwie, pościel, sprzęt ogrodowy, szafy, komody i inne meble - wymienia straty Bogumiła Feliks.
Wczoraj przed południem powróciła z Niemiec jej sąsiadka, Bogumiła Stasz. Zastaliśmy ją przy oskrobywaniu osmalonych drzwi, zrywaniu nadpalonych tapet.
- Dopiero podliczamy szkody, ale już widać, że będą znaczne - stwierdził Dawid, syn pani Bogumiły.
Najwięcej wycierpiała rodzina Sendalów. Musieli opuścić stare mieszkanie i przenieść się do zastępczego przy ul. Lublinieckiej 1.
- Do wybuchu pożaru zajmowaliśmy dwa pokoje i kuchnię, teraz żyjemy w pokoju z kuchnią. Tam WC było na dworze, tutaj jest na piętrze. Tam mieliśmy ogródek, tutaj go nie mamy - porównuje warunki w obu lokalach Czesław Sendal.
Sendalowie traktują mieszkanie przy Lublinieckiej 1 tylko jako tymczasowe.
- Jak sobie pomyślę, że miałabym tu spędzić resztę życia, to mną trzęsie. Chodzi mi o ogródek. On był dla mnie wszystkim - płacze pani Lidia. - Przy ulicy Andrzeja 10 przeżyłam 22 lata, wychowałam syna. W dawnym mieszkaniu mogę żyć nawet, gdy będzie jeszcze czuć w nim dymem.

Czesław, krążący między Polską a Niemcami, zapewnia, że za dwa tygodnie zjeżdża na stałe do kraju i zamierza wrócić na stare śmieci. - Burmistrz Mariusz Stachowski zapewniał nas, że tak się stanie. Trzymam go za słowo - oświadczył pan Czesław.
- Mieszkanie Sendalów ucierpiało najbardziej od wody, którą strażacy gasili ogień na strychu. Decyzja o ich powrocie zapadnie po wysuszeniu lokalu i wydaniu przez specjalistów ekspertyzy na temat jego ponownego zamieszkania - wyjaśnił Marek Matuszczak, pracownik ds. utrzymania i eksploatacji infrastruktury komunalnej w Urzędzie Miasta i Gminy Zawadzkie.

Po przeprowadzeniu Sendalów do mieszkania zastępczego Ośrodek Pomocy Społecznej w Zawadzkiem wyposażył ich w nową pościel, garnki, firany.
- Pozostałe trzy rodziny z ulicy Andrzeja 10 otrzymają od nas albo pieniądze, albo sami dostarczymy im niezbędne rzeczy. Wszystko zależy od rozeznania, jakie zamierzam dziś rozpocząć, a zakończyć najdalej za dwa dni - powiedziała nam wczoraj Celina Konfederak-Czuban, pracownik socjalny Ośrodka Pomocy Społecznej w Zawadzkiem. Jest ona odpowiedzialna za dokładne ustalenie strat poniesionych przez poszkodowanych w pożarze.

 

Dodał:
Źródło:
Autor:
Data:
www.nto.pl
22.09.2005r.