Letni obóz harcerski w Kosobudzu

Tegoroczny obóz harcerski rozpoczął się 1 lipca. Tym razem harcerze z Zawadzkiego, Opola i Dobrodzienia spędzili trzy tygodnie pod namiotami w Kosobudzu - miejscowości położonej niedaleko Zielonej Góry.

Pierwsze dwa dni obozu to pionierka; budowanie podobozów, płotu, bram, pryczy i półek. Wszystkorobiono w stylu japońskim. Można powiedzieć, iż miejsce to po "kwaterce" wyglądało jak japońska wioska. Zajęcia odbywające się każdego dnia również prowadzone były w tym kierunku; każdy z pewnością nauczył się kilku słów lub zwrotów w tym języku, jedzenia pałeczkami, odpowiedniego zachowania w obecności cesarzowej. Za gry, zabawy i harce każda drużyna mogła otrzymać w nagrodę kokę.

Tradycją każdego obozu są tzw. "chatki". Po otrzymaniu prowiantu harcerze wybierali się do lasu. Tam mieli zbudować własną chatkę i przetrwać w niej jedną noc. Niestety nie wszystkim udało się to z powodu deszczu.

Po paru dniach rozpoczęły się wędrówki. Po opuszczeniu terenu obozu drużyny wyruszały do Poznania, aby zwiedzić miasto. Najpierw trzeba było oczywiście znaleźć miejsce na nocleg, co było chyba najbardziej uciążliwe podczas pierwszego dnia wędrówek. Jednak później zwiedzanie miasta sprawiało każdemu wiele radości.

Po powrocie odbywały się kolejne zajęcia. Przedostatniego dnia - śluby. Harcerze i harcerki dobrani w pary mieli spędzić ze sobą jeden dzień. Wieczorem, po przedstawieniach związanych z wędrówkami odbyły się zaślubiny wraz z przyrzeczeniami.

Ostatni dzień obozu to "rozkwaterka"; usuwanie wszystkiego, w co na początku włożyło się wiele pracy i wysiłku. Wieczorem rozpoczęła się watra. Na początku zaczął padać deszcz. Jednak po pewnym czasie można było rozpalić duże ognisko, a drewna starczyło na całą noc. Na pewno każdy będzie mile wspominał tę noc; pląsy, gry, zabawy, śpiewy, tańce i oczywiście słodycze. Nikt nie zapomniał o ważnym wydarzeniu jakim jest chrzest. Niewiele osób spodziewało się, że będzie to w ostatnią noc, a właściwie poranek. Ok. godziny czwartej nad ranem osoby, które były po raz pierwszy na obozie musiały rozebrać się ze spodni, jeść różnorodne kanapki, biegać po lesie i pływać w jeziorze.

Rano wszyscy zaczęli pomagać przy końcowych pracach; składaniu namiotów, sprzątaniu całego obozu i chowaniu wszystkich rzeczy do ciężarówki. Później, gdy każdy był już gotowy, wszyscy szli do Toporowa na powrotny pociąg.

Więcej zdjęć:
 
Mnóstwo zdjęć z obozu znajdziecie na stronie Zawadczańskiego Związku Drużyn "Puszcza". Kliknij tutaj.

 

Dodał:
Źródło:
Autor:
Data:
Nasze Zawadzkie
22.08.2005r.