O poranku jesień, od południa zima

19 listopada 2004 roku. Godzina 7:00 rano. Jak zwykle wstaję wcześnie by zdążyć na czas do szkoły. Zerkam na termometr - 8 stopni powyżej zera. "O, dziś nawet stosunkowo ciepły dzień się zapowiada" - myślę. Wyjątkowo punktualnie, o godzinie 8:10 stawiam się w szkole przed pracownią języka polskiego. Nic jeszcze nie zapowiada nadchodzących wydarzeń. Mijają kolejne lekcje. Za oknem powoli wzmaga się wiatr, a nieboskłon przybiera coraz to groźniej wyglądające barwy. Nastała godzina około 12:30. Nagle, pochłonięci do głębi lekcją niemieckiego uczniowie klasy 2 "B" słyszą dobiegające zza okien tajemnicze dźwięki. "To grad, to grad!" - wykrzykuje z przejęciem jeden z nich. Mija zaledwie 5-6 minut, a pogoda całkowicie się odmienia - słońce nieśmiało wygląda zza chmur, po raz pierwszy od kilku dni możemy zobaczyć prawdziwie błękitne niebo. Minęło kolejnych 40 minut. Lekcja biologii. Z zapartym tchem słuchamy pani profesor, która próbuje nam przybliżyć tajniki genetyki. Jednak z każdą chwilą coraz to mniej potrafimy się skupić na temacie z powodu dziejących się na zewnątrz zjawisk. Niespodziewanie zaczyna padać pierwszy w tym roku w naszym mieście śnieg. Warto tu przypomnieć, iż w ubiegłym 2003 roku, pierwszy śnieg w Zawadzkiem spadł dokładnie szóstego grudnia. Wróćmy z powrotem do pracowni biologii. Uczniowie są coraz bardziej przejęci, pojawia się strach. Wiatr szaleje, drzewa wyginają się o coraz to większy kąt. Powoli zaczynamy się martwić jak wrócimy do domu. Tymczasem w pracowni nagle gasną wszystkie światła. Kilka minut później na korytarzu słychać dźwięk urządzenia zaimprowizowanego na szkolny dzwonek. Ostatnia lekcja również nie przebiega zbyt spokojnie. Masy śniegu uderzają w szyby okien pracowni chemicznej. Nieuchronnie zbliża się chwila, w której wszyscy będą musieli wyjść na zewnątrz i zmierzyć się z siłami natury. Rozlega się znów prowizoryczny dzwonek. Wszyscy szczelnie zapinamy nasze jeszcze jesienne kurtki i wyruszamy w drogę powrotną do domu. Po drodze mijamy jedno powalone drzewo i wiele lężących na ziemi gałęzi. Wiatr nie oszczędza nas, jednak ostatecznie docieramy do naszych domowych przystani. Pogoda już do końca dnia nie ulega zmianie. Temperatura około godziny 16:00 wynosi 0 stopni Celsjusza.

"Ponad 100 wyjazdów do zdarzeń związanych z wichurą i śniegiem zanotowali strażacy na Opolszczyźnie. W Głubczycach drzewo przygniotło kobietę; przewrócone drzewa zablokowały też pociąg na linii Opole-Nysa." (www.onet.pl)

"Wsie i miasta bez prądu, pociągi i autobusy uwięzione na trasach, powalone drzewa, zerwane dachy, kilka osób rannych - taki jest bilans wichury, która w piątek przeszła nad Opolszczyzną." (www.nto.pl)

Autor: Drożdżu