|
|
|
|
Budynek w wiosce za Zawadzkiem widać z daleka. Wpada w oko, kiedy wyjeżdża
się autem zza kolejnego zakrętu. Na frontowej ścianie, pod dachem ustawiono
we wnęce dużą figurę Chrystusa. Odchodzą od niej świetliste promienie. Z kuchni bije ciepło. Angelika bierze na ręce siedmiotygodniową Jessicę.
- Ładniejsza niż mama - śmieje się i z wyraźną dumą pokazuje córkę.
Jessica we śnie wygląda słodko. Jak wygląda dzień w domu samotnej matki? - Normalnie, jak w każdym
innym - odpowiada Agnieszka. - Wstajemy, robimy śniadanie, wysyłamy
Ewę i Grażynkę do przedszkola, gotujemy obiad, robimy przetwory, porządkujemy
podwórze, sprzątamy, pierzemy - wymienia. Nie pracują zawodowo, ale
zapewniają, że gdyby miały gdzie, to na pewno skorzystałyby z okazji. Każda z nich marzy o własnych czterech kątach. Angelika stara się o
to u burmistrza Krapkowic, skąd pochodzi. - Pracownice OPS-u kazały
mi złożyć kolejne podanie o mieszkanie socjalne. Czekam. W tym tygodniu
znów jadę do urzędu - zapowiada. Magda z goryczą mówi o urzędnikach.
- Nic ich nie interesowały warunki, w jakich żyłam. Ich zdaniem mogłam
się myć w misce przy braciach. Uważali, że wystarczy, jak mam jakiekolwiek
miejsce pod dachem - opowiada lakonicznie. Kobiety nie chcą zdradzać
szczegółów ze swojego poprzedniego życia. Siedzimy w przeszklonej jadalni i pijemy herbatę. Na podwórzu stoją
jeszcze wiadra z farbami i narzędzia murarskie. To pozostałość po mężczyznach,
którzy przyjeżdżają do Żędowic z innych domów Barki i remontują siedzibę
dla kobiet. - Na stryszku dawnych pomieszczeń gospodarczych będzie świetlica.
Latem zadbamy o ogród. Posiejemy jarzyny na polu za domem. Już mamy
tam wsadzone truskawki. Panowie zrobią nam plac zabaw dla dzieci - planuje
Agnieszka. Ona jako chyba jedyna z tego grona nie mówi o szukaniu własnego
kąta. Autor artykułu: Edyta
Hanszke-Lodzińska |
|