|
Przez
długi czas po zakończeniu meczu kibice na stojąco wiwatowali swoim pupilom
nie wychodząc z hali. Tak emocjonującego widowiska i świetnego finiszu
już dawno w Zawadzkiem nie było. Przy gorących brawach świętowano wygraną
nad trudnym rywalem, jakim jest MTS Chrzanów. ASPR wygrał 29-25, ale jeśli
ktoś taki wynik by typował po pierwszej połowie, byłby uznany za niespełna
rozumu. Do przerwy Zawadzkie przegrywało 7-15 po beznadziejnej grze w
ataku i braku pomysłu na poprawę wyniku. Bohaterem meczu pozostanie niewątpliwie
Daniel Janik, który zagrał wyśmienicie broniąc niezliczoną ilość trudnych
i groźnych strzałów dosyć skutecznie przy tym odbierając chęć gry napastnikom
Chrzanowa. Nim jednak miejscowi wywalczyli dwa punkty, wystawili kibiców,
trenera i siebie na ciężką próbę nerwów. Po obronie czterech z rzędu akcji
gości na początku meczu objęli prowadzenie 1-0, ale później MTS zaczął
zdobywać przewagę i odskoczył miejscowym na kilka bramek. W 20 minucie
goście prowadzili 8-4 i różnica bramkowa zaczynała się niebezpiecznie
powiększać. Nie pomógł "czas' wzięty przez trenera Zajączkowskiego,
w 22 minucie było już 10-4, potem 12-7. Ostatnie minuty to wręcz nokaut,
kolejne trzy bramki Chrzanowa i wynik 17-5 dla gości, który nie dawał
cienia nadziei na lepszą drugą połowę. Tym bardziej, że gospodarze zagrali
fatalnie w ataku, zmarnowali kilka szybkich kontr, niepotrzebnie tracili
piłki i niecelnie strzelali. Nie pomogła dobra gra w obronie i rewelacyjna
postawa bramkarza. Po przerwie jednak obraz gry się diametralnie zmienił.
ASPR zaczął odrabiać straty, w 38 minucie było 12-17, a licząc bramki
tylko z drugiej połowy, 5-2 dla ASPR-u. Trener przyjezdnych widząc to,
też "wziął" czas, ale goście chyba zbyt szybko uwierzyli w wygraną,
bo ASPR z minuty na minutę odrabiał stratę. Przełom nastąpił chyba w 39
minucie, kiedy to jeden z sędziów (drugi akcję puścił) przerwał akcję
wychodzącego na czysto Przemysława Jagłę, by ukarać Bartosza Niciejewskiego
karą dwóch minut. Była to już trzecia jego kara, więc musiał opuścić boisko.
Ta interwencja sędziów, jak się okazało, nie rozbiła będącej na fali drużyny
ASPR-u, bo ta z minuty na minutę coraz bardziej zbliżała się do wyniku
remisowego. W 42 minucie Krzystof Łochunko rzucił na 15-19, potem świetne
kontry Skrabani na 18-20 i 19-20, wreszcie Łochunko w 47 minucie strzelił
wyrównującego gola na 20-20. Goście przez 7 minut nie potrafili zdobyć
bramki, dopiero w 53 minucie Marcin Skoczylas rzucił kolejną bramkę, ale
ASPR prowadził już wtedy 25-21. W końcowych minutach czterobramkowa przewaga
ASPR-u utrzymała się, i mimo, iż gra gości "każdy swego" trochę
zbiła z tropu miejscowych, ASPR nie pozwolił wydrzeć sobie zwycięstwa.
Ciężki orzech do zgryzienia będą mieli szkoleniowcy MTS-u, którzy w drugiej
połowie z bierną niemocą przyglądali się wydarzeniom na parkiecie, dając
sobie wydrzeć wręcz pewną wygraną. Zupełnie inaczej na pewno o meczu może
myśleć trener ASPR-u, który mimo druzgocącej porażki w pierwszej połowie
potrafił zmobilizować zespół na drugą połowę i wykrzesać z niego siły
na odrobienie start z nawiązką. Wymowne jest, że po zakończonym meczu
kibice przez długi czas nie wychodzili z hali, bijąc brawo swojej drużynie.
Jeszcze nigdy kibice tak gorąco nie żegnali swoich zawodników. A naprawdę
było za co.
ASPR: Janik Daniel - Patryk Całujek (5), Michał Antczak, Krzysztof
Płonka, Ireneusz Popławski, Tomasz Jagła (5), Bartosz Niciejewski, Przemysław
Jagła (7), Adam Skrabania (7), Mariusz Łochunko (5)
MTS: Tomasz Baliś - Radosław Ciołkosz (3), Damian Podsiadło, Wiesław
Zdun, Łukasz Kobiela (1), Paweł Rokita, Ryszard Jacek (2), Rafał Bugajski,
Adam Babicz (7), Adam Kruczek (2), Marcin Skoczylas (6), Piotr Rokita
(1), Grzegorz Kozłowski (3)
Źródło: www.liga.zaw.net.pl
|