ASPR Zawadzkie - VIVE Kielce (7:11) 12:25

Rozbudzone nadzieje kibiców przed meczem swojej drużyny (mimo gry z silniejszym zespołem) nie przełożyły się niestety na wynik sportowy. "Nasi", pomijając kilka zrywów, toczyli słabe, przeciętne spotkanie. Byli oni tłem dla wicemistrza Polski. Początek był obiecujący, bo pomimo stracenia kilku bramek nasi wyrównali, a nawet wyszli na prowadzenie co spowodowało zdenerwowanie trenera gości i wzięcie przez niego czasu w 4. minucie. Po reprymendzie otrzymanej od trenera kielczanie ruszyli do walki i od razu wyszli na prowadzenie 5:3 (pamiętajmy że był to drugi mecz z rzędu rozgrywany przez VIVE, niestety i to nie pomogło). W ósmej minucie ASPR miał szansę na zbliżenie się do rywala ale Przemysław Jagła niewykorzystał rzutu karnego, a VIVE od razu odpowiedziało na to bramką Pawła Sieczki (4:10). W końcówce nadzieje kibiców rozbudził jeden z najlepszych graczy naszego zespołu - skrzydłowy Adam Skrabania, rzucając dwie bramki z kontry. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 11 do 7 dla Kielc.

Zaraz na początku drugiej połowy spotkania zawodnik VIVE otrzymał karę dwóch minut, ale mimo przewagi "nasi" nadal tracili dystans do rywala. W 10. minucie, zdenerwowany trener ASPR - u nie widząc szans na poprawę dał szansę gry juniorom - i to posunięcie się opłaciło. Mimo, że gra była że tak powiem "niedorozwinięta" to kilkoma świetnymi interwencjami popisał się Kamil Sawicki (mój kolega ze szkolnej ławki:-) - bramkarz juniorów młodszych. Był niczym zapora wodna na rzece powstrzymująca powódź. To właśnie on ocalił nas przed katastrofą i uratował dobre imię zawadczańskiej drużyny. Zapamiętajmy te dwa nazwiska - Sawicki i Skrabania, zapewne będziemy mieli z nich pociechę w przyszłości...

 

Dodał:
Źródło:
Autor:
Data:
Nasze Zawadzkie
15.01.2005r.