|
Rozbudzone
nadzieje kibiców przed meczem swojej drużyny (mimo gry z silniejszym zespołem)
nie przełożyły się niestety na wynik sportowy. "Nasi", pomijając
kilka zrywów, toczyli słabe, przeciętne spotkanie. Byli oni tłem dla wicemistrza
Polski. Początek był obiecujący, bo pomimo stracenia kilku bramek nasi
wyrównali, a nawet wyszli na prowadzenie co spowodowało zdenerwowanie
trenera gości i wzięcie przez niego czasu w 4. minucie. Po reprymendzie
otrzymanej od trenera kielczanie ruszyli do walki i od razu wyszli na
prowadzenie 5:3 (pamiętajmy że był to drugi mecz z rzędu rozgrywany przez
VIVE, niestety i to nie pomogło). W ósmej minucie ASPR miał szansę na
zbliżenie się do rywala ale Przemysław Jagła niewykorzystał rzutu karnego,
a VIVE od razu odpowiedziało na to bramką Pawła Sieczki (4:10). W końcówce
nadzieje kibiców rozbudził jeden z najlepszych graczy naszego zespołu
- skrzydłowy Adam Skrabania, rzucając dwie bramki z kontry. Pierwsza połowa
zakończyła się wynikiem 11 do 7 dla Kielc.
Zaraz na początku drugiej połowy spotkania zawodnik VIVE
otrzymał karę dwóch minut, ale mimo przewagi "nasi" nadal tracili
dystans do rywala. W 10. minucie, zdenerwowany trener ASPR - u nie widząc
szans na poprawę dał szansę gry juniorom - i to posunięcie się opłaciło.
Mimo, że gra była że tak powiem "niedorozwinięta" to kilkoma
świetnymi interwencjami popisał się Kamil Sawicki (mój kolega ze szkolnej
ławki:-) - bramkarz juniorów młodszych. Był niczym zapora wodna na rzece
powstrzymująca powódź. To właśnie on ocalił nas przed katastrofą i uratował
dobre imię zawadczańskiej drużyny. Zapamiętajmy te dwa nazwiska - Sawicki
i Skrabania, zapewne będziemy mieli z nich pociechę w przyszłości...
|