|
|
|||
|
W niedzielnym meczu od początku prowadzili gospodarze, ale nie było to spotkanie jednostronne. O losach spotkania przesądził jego początek. Wygrali go miejscowi 5-1 i przewagę utrzymywali już do końca. Konto bramkowe ASPR-u otworzył Mariusz Łochuńko, za chwilę kontrę wykończył Adam Skrabania. Ci dwaj zawodnicy próbowali "trzymać" wynik, ale szczególnie widoczny był brak na rozegraniu Tomasza Jagły. W 22. min kielczanie prowadzili 15-10. Druga połowa dostarczyła sporo emocji. Gospodarze szybko odskoczyli na
24:17 (dwa karne Janysta), jednak później do głosu doszli przyjezdni.
Kielczanie nie mogli znaleźć drogi do bramki bronionej przez Tomasz Drozda,
popełnili kilka błędów technicznych, a te skrzętnie wykorzystał Skrabania.
Goście najpierw zmniejszyli straty do czterech bramek (25-21 w 41. min),
a później za sprawą pięciu z rzędu bramek Skrabani doprowadzili do stanu
28:26. - Chyba przestraszyliśmy się rywala, ale nie zawodników, tylko tego, że to Vive - przyznał Ireneusz Popławski, kapitan ASPR-u. - Przeciwnik nie okazał się jednak taki straszny i mogliśmy pokusić się na zdobycz punktową. Ciężko mi ocenić, czego zabrakło. Myślę, że wiary w sukces. Zagraliśmy zbyt chaotycznie ze sporą ilością błędów własnych. Poza tym mamy mały "dołek". Sezon jest dłuższy niż w drugiej lidze i trochę go odczuwamy. Źródło: www.nto.pl |
|||