Vive II Kielce - ASPR Zawadzkie 38-34

Sama nazwa Vive okazała się wystarczająca, aby sparaliżować poczynania drużyny z Zawadzkiego. Rywal okazał się nie tak strasznym, jak go malują.

Protokół
Vive II Kielce - ASPR Zawadzkie 38-34 (20-15)
Vive: Brzdęg, Kuczyński - Mróz, Jansyt 9, Kubiec 6, Arenderski, Gawędzki 7, Machocki 5, Podsiadło 2, Nikulenko 3, Terlecki, Sadowski, Adamczyk 3, Juszczyk. Trener Tomasz Strząbała.
ASPR: Drozd, Janik - Ziaja, Całujek 3, Pawlak 1, Antczak, A. Czech, Płonka 3, Popławski, Niciejewski 3, P. Jagła 6, Łochuńko 9, Skrabania 9. Trener Henryk Zajączkowski.
Sędziowali Janusz Gajos (Katowice) i Jacek jarosz (Łódź). Widzów 200.

W niedzielnym meczu od początku prowadzili gospodarze, ale nie było to spotkanie jednostronne. O losach spotkania przesądził jego początek. Wygrali go miejscowi 5-1 i przewagę utrzymywali już do końca. Konto bramkowe ASPR-u otworzył Mariusz Łochuńko, za chwilę kontrę wykończył Adam Skrabania. Ci dwaj zawodnicy próbowali "trzymać" wynik, ale szczególnie widoczny był brak na rozegraniu Tomasza Jagły. W 22. min kielczanie prowadzili 15-10.

Druga połowa dostarczyła sporo emocji. Gospodarze szybko odskoczyli na 24:17 (dwa karne Janysta), jednak później do głosu doszli przyjezdni. Kielczanie nie mogli znaleźć drogi do bramki bronionej przez Tomasz Drozda, popełnili kilka błędów technicznych, a te skrzętnie wykorzystał Skrabania. Goście najpierw zmniejszyli straty do czterech bramek (25-21 w 41. min), a później za sprawą pięciu z rzędu bramek Skrabani doprowadzili do stanu 28:26.
Do zakończenia spotkania zostało jeszcze 12 min, a zespołowi Vive przyszło grać w czwórkę. O dziwo, zdobyli 2 gole, a ani razu do siatki nie trafili podopieczni trenera Henryka Zajączkowskiego i w 53. min było 33-28.

- Chyba przestraszyliśmy się rywala, ale nie zawodników, tylko tego, że to Vive - przyznał Ireneusz Popławski, kapitan ASPR-u. - Przeciwnik nie okazał się jednak taki straszny i mogliśmy pokusić się na zdobycz punktową. Ciężko mi ocenić, czego zabrakło. Myślę, że wiary w sukces. Zagraliśmy zbyt chaotycznie ze sporą ilością błędów własnych. Poza tym mamy mały "dołek". Sezon jest dłuższy niż w drugiej lidze i trochę go odczuwamy.

Źródło: www.nto.pl