|
Dziś
sesja rady miejskiej w Zawadzkiem. Na obrady chcą przyjść mieszkańcy niezadowoleni
z dotychczasowych rządów w mieście.
Planujemy rozliczyć radę z obiecanek przedwyborczych - zapowiada Norbert
Liszka. - Źle się u nas dzieje, szczególnie w służbie zdrowia. Od stycznia
nie będzie prawdopodobnie ginekologa i chirurga na kontrakcie z funduszu
zdrowia. Burmistrz wypowiedział umowę pomieszczeń w Miejskim Ośrodku Kultury,
Sportu i Rekreacji - wylicza Liszka. - Podobno nie będzie także pieniędzy
od syndyka, a przecież gmina była wierzycielem huty.
W programie obrad zapisano podjęcie uchwały o stawkach podatków, zmianie
na stanowisku skarbnika oraz odwołanie Karola Stasia, radnego z Żędowic,
który na poprzednim posiedzeniu złożył rezygnację. Twierdził m.in., że
nie mógł się porozumieć z radą na przykład w sprawie finansowania oświaty.
- Pan Karol to rogata dusza - mówi Urszula Taibert, przewodnicząca rady
miejskiej w Zawadzkiem. - A ja takie lubię. Żałuję, że rezygnuje ze współpracy
z nami.
Mieszkańcy Żędowic będą musieli wkrótce wybrać nowego reprezentanta wioski
w radzie, a radni nowego wiceprzewodniczącego.
To nie jedyne kłopoty miejskich radnych w ostatnim czasie. Na sesji w
październiku przewodnicząca wyprosiła mieszkańców i osoby spoza rady,
tłumacząc, że chce omówić ważne sprawy w zamkniętym gronie. Nie miała
takiego prawa, gdyż sesje rady miejskiej są jawne.
Na sesji w połowie listopada radnej Izabeli Andreckiej nie podobał się
protokół przygotowany przez komisję, w której jest. Pytała, czy może poprosić
radnych do osobnego pomieszczenia, żeby "coś" omówić. Na tej
samej sesji radny Waldemar Więckowski proponował powołanie komisji "czystych
rąk", która miałaby rozwiązywać spory międzysąsiedzkie w gminie po
tym, jak urzędnikom nie udało się znaleźć rozwiązania sprawy mieszkańców
ulicy Opolskiej w Zawadzkiem (spierają się o rurę kanalizacyjną, pisaliśmy
o tym w ubiegłym tygodniu).
- Nie ma takich podstaw prawnych - studziła zapały radnego Więckowskiego
prawniczka urzędu miasta.
Przewodnicząca Urszula Taibert przekonuje, że w radzie nie dzieje się
nic złego. - Byłam wówczas na sto procent przekonana, że są takie tematy,
które pozwalają utajnić obrady - mówi o sytuacji z października. - Po
konsultacjach okazało się, że to nie był ten kaliber spraw.
Nieoficjalnie wiemy, że na październikowej sesji dyskutowano o skarbnik
gminy, którą radni chcieli odwołać. Wniosek taki złożyła Elżbieta Raczkowska.
- Skarbnik nas obraziła, mówiąc, że jesteśmy niedouczeni - mówiła w tygodniku
strzelecko-krapkowickim.
Kolejny zarzut, jaki pada pod adresem tej rady, to omawianie na sesjach
spraw błahych typu "dziura na drodze".
- Ta rada pracuje w nieciekawej finansowej i społecznej sytuacji. Nie
stać nas na duże inwestycje, a z "dziurami w drodze" przychodzą
wyborcy - uzasadnia Urszula Taibert.
|