Droga jak Mont Everest

Syn pani Dryduły chciał zorganizować w swoim domu sylwestra, na który zaprosił dziewczynę wraz ze znajomymi. Kiedy przygotowywał pokój na przyjęcie, meblościanka, którą przesuwał, rozleciała się w rękach. Nie ze starości. Była przegnita od wszechobecnej w domu wilgoci. Po odsunięciu tego, co zostało z mebla, okazało się, że trzeba zerwać podłogę, a ze ściany płatami odchodzi tynk.

To nie jedyny i nie najważniejszy problem, jaki od 30 lat mają mieszkańcy ulicy Stare Osiedle w Kielczy. Domy stoją przy drodze prowadzącej do miejscowej gorzelni, która jest rozjeżdżana przez ciężki sprzęt. Zimą, kiedy pokrywa ją gruba warstwa śniegu, nie jest jeszcze tak tragicznie, lecz kiedy nadchodzą roztopy, droga staje się nieprzejezdna.

- Na gigantycznych dziurach utknęły tu już przynajmniej trzy samochody - mówi jeden z mieszkańców - trzeba było wyciągać je traktorem. Dziury są tak głębokie, że auta zawisają na podwoziu. Nawet ciągniki rolnicze omijają tę drogę. Jeżeli ktoś będzie chciał startować w rajdzie Paryż-Dakkar to zapraszamy do nas - będzie miał bezpłatny trening.

Średnio co dwa lata drogę zasypywano popiołem z gorzelni, co na jakiś czas załatwiało sprawę. Sytuacja szybko jednak wracała do stanu poprzedniego. W przeciągu wszystkich tych lat nadsypano tyle popiołu, że jej poziom podniósł się o ponad 40 cm. Okienko do piwnicy, w której kiedyś składowano węgiel, już praktycznie nie istnieje. Widać jedynie zarys górnej jego krawędzi. Zresztą, od dawna same piwnice nadają się co najwyżej do hodowli rybek. Kiedy pada, woda zalewa okoliczne podwórka i piwnice. Na ścianach widać już pęknięcia.
- Mieszkanie w tych warunkach to makabra - mówi Andrzej Bednarek - musieliśmy przenieść meble w inne miejsce domu, bo wszystkie rzeczy śmierdziały pleśnią. Mamy małe dziecko i nie wiem, jak to odbije się na jego zdrowiu. Nie ma mowy, żeby położyć na ścianie tapetę, bo natychmiast się odklei. Próbowaliśmy wielokrotnie interweniować u władz, ale kończyło się zawsze na komisjach i protokołach. Może mieli i dobre chęci, ale nic z tego nie wyszło. Kiedy sołtysem został nasz sąsiad, Bronisław Kret, mieliśmy nadzieję, że coś uda mu się zmienić, ale nawet on nic nie wskórał.

Pięć lat temu odbywały się tutaj prymicje brata jednego z mieszkańców. Wszyscy wspominają to z rozrzewnianiem, bo wtedy gmina wyrównała drogę i pomalowała domy. Kiedy goście się rozjechali - wszystko bardzo szybko wróciło do normy.

Według gminy winni są mieszkańcy, bo rynny skierowane są w niewłaściwym kierunku. Problem jednak leży w tym, że niezależnie od tego, gdzie skierowane są rynny, woda nijak nie chce płynąć w innym kierunku niż z góry na dół. Czyli z drogi na okoliczne podwórka.
Jedynie kompleksowy remont drogi wraz z budową kanalizacji może zmienić tę sytuację. A tutaj piłeczka jest po stronie lokalnych władz.

 

Dodał:
Źródło:
Autor:
Data:
www.strzelecopolski.pl
Romuald Kubik
10.01.2006r.