Batalia o market trwa

-Ceny będą tam niższe, ale my zwolnimy część ludzi i nie będziemy mogli pomagać różnym instytucjom - mówią handlowcy. Gorąco było w poniedziałek w sali gimnazjum: po jednej stronie usiedli właściciele sklepów w mieście, po drugiej - radni, z tyłu - kilkunastu mieszkańców. Temat: budowa dużego sklepu w mieście. Samorządowcy rozpoczęli rozmowy z przedstawicielami sieci handlowych. Twierdzą, że na życzenie zawadczan, którzy chcą kupować taniej. Lokalni handlowcy utworzyli stowarzyszenie i chcą przekonać radę i mieszkańców gminy do odstąpienia od pomysłu. Na spotkaniu mówili, że z danych, jakie zebrali z 18 sklepów, wynika, że pracuje w nich 246 osób.

- Jeśli wejdzie tu market, część z nich będziemy musieli zwolnić i raczej nie dostaną oni pracy u nowej konkurencji - przekonywała Grażyna Zadorska. - A co z uczniami, których szkolimy w naszych sklepach? Biedronka nie zapewni im praktyk. Nie wspominając już, że nie będzie tam można kupować na zeszyt.
Najgorsze, zdaniem właścicieli zawadzkich sklepów, jest przekonanie w społeczeństwie, że są oni złymi prywaciarzami, którzy chcą nabić sobie kabzę.

Krystyna Wieszczeczyńska, prezes PSS Społem w Zawadzkiem (4 sklepy i 43 pracowników), twierdzi, że nigdy nie osiągnie takich cen jak w marketach. - Oni wymuszają na producentach niskie ceny, ale kryje się też za tym niska jakość.

Handlowców najbardziej irytuje miejsce, jakie radni proponują sieciom pod market: przy głównej ulicy w mieście. - Gdyby powstał na uboczu, to byłoby zło, ale mniejsze - komentowała prezes Wieszczeczyńska.
Ksiądz proboszcz Joachim Bomba zapowiedział, że nie opowie się po żadnej stronie, ale podkreślił, że akcje charytatywne i dożywianie dzieci może organizować dzięki lokalnym sklepom.

Radni przyznali się, że nie zlecili żadnej analizy ekonomicznej, która wskazywałaby "za" lub "przeciw" marketowi. -A kto za to zapłaci? - pytał Stanisław Kiełek i dopytywał prezesa Społem, o ile obniży ceny w spółdzielczych sklepach. Burmistrz Mariusz Stachowski (sam przekonany do marketu) tłumaczył, że on jedynie wykona wolę zawadczan. - Przeprowadzimy konsultacje wśród mieszkańców w sprawie marketu - zapowiedział. - Wygląda to tak, jakby im zapłacili - skomentował ktoś w tłumie.

Michał Ilnicki, zastępca burmistrza Namysłowa (w gminie ok. 26 tys. mieszkańców; dla porównania: w gminie Zawadzkie - 13 tys.): - W naszym mieście są trzy markety: Biedronka, Intermarche i otwarte w sierpniu Tesco. Gmina nie miała w ich sprawie wiele do powiedzenia, bo obiekty stanęły na prywatnych gruntach, a inwestorzy spełnili wszystkie warunki i otrzymali ze starostwa pozwolenia na budowę. Najwięcej perturbacji było z Intermarche. Nasi kupcy twierdzili, że jego powstanie rozłoży ich finansowo na łopatki. Z moich obserwacji wynika, że z tego powodu nie za-mknięto żadnego małego sklepu. Zadziałało natomiast prawo konkurencji i ceny są teraz niższe.

Redakcja NZ: Jednak czy w Zawadzkiem powstanie tego typu sklepu będzie miało podobny skutek? Zapraszamy do wypowiedzi na naszym forum, a także głosowania w sondzie, która znajduje się na prawo od czytanych właśnie słów.

 

 

Dodał:
Źródło:
Autor:
Data:
www.nto.pl
09.11.2005r.