Coś tu śmierdzi...

Od marca 2001 roku Teodor Bogdoł stara się o likwidację przyłącza. Dotychczas bezskutecznie. Zdesperowany zagroził, że jeśli do stycznia nic się nie zmieni, sam zatka rurę. Dlaczego?
- Po pierwsze, to śmierdzi mi w domu, bo studzienka jest tuż pod oknem - pokazuje. - Po drugie, chciałem, żeby córka wybudowała na podwórzu zakład fryzjerski, ale nie może, bo w poprzek działki idzie rura od sąsiadów.

Trzeci powód to rolnicza renta. Bogdołowie chcieliby przekazać gospodarstwo dzieciom i nabyć uprawnienia do renty. Ich zdaniem nie mogą tego zrobić właśnie z powodu kanalizacji.
- Córki powiedziały, że jak nie uporządkujemy tej śmierdzącej sprawy, to nie przejmą spadku - wyjaśniają.
Kanalizacja na ulicy Opolskiej, gdzie mieszkają Bogdołowie i ich sąsiedzi - Kupkowie i Iwanowscy, ma już blisko 60 lat. Zakładali ją spokrewnieni przodkowie. Ojciec pana Bogdoła i ojciec sióstr - pań Kupki i Iwanowskiej - byli braćmi. Wybudowali domy i razem założyli kanalizację. Dziś kuzyni nie mogą się porozumieć. - Mam już tego dość. Chciałabym ugodowo rozwiązać tę sprawę - przysięga Małgorzata Kupka.
- To nie chodzi o to, że nie lubimy Kupków czy Iwanowskich. Ja mogę z nimi porozmawiać - przekonuje Faustyna, córka pana Teodora. - Ale nie chcemy ich ścieków i już.

W marcu ubiegłego roku pracownicy strzeleckiego sanepidu, których wezwali Bogdołowie, nie stwierdzili żadnych nieprawidłowości przy studzience. Z niej odchody płyną do sieci miejskiej pod drogą wojewódzką.
Zdaniem przedstawicieli gminy przekopanie nowego przyłącza wprost z posesji państwa Kupków i Iwanowskich jest zbyt kosztowne. Gmina zaproponowała więc mieszkańcom inne rozwiązanie problemu.
- Zlikwidujemy rurę, która przecina posesję Bogdołów, a ścieki poprowadzimy inną rurą, biegnącą wzdłuż ulicy Opolskiej - wyjaśnia Henryk Morys, prezes Zaw-Kom, gminnej spółki odpowiedzialnej m.in. za kanalizację.

Teodor Bogdoł się nie zgadza: - Przecież te ścieki i tak będą śmierdziały pod moim domem i płynęły przez moją działkę. Henryk Morys przekonuje, że nie może finansować fanaberii jednego z mieszkańców.
- Przekopanie nowego przyłącza razem z projektem kosztowałoby około 20 tysięcy złotych - szacuje.
Werner Małek, burmistrz Zawadzkiego: - Gdyby Bogdołowie poczekali jeszcze trochę, rozwiążemy sprawę po ich myśli. Przygotowujemy się do budowy nowej kanalizacji sanitarnej, która będzie kładziona na innym poziomie niż dotychczasowa, a rury zostaną poprowadzone w chodniku.
Według burmistrza budowa gminnej sieci powinna się rozpocząć w drugiej połowie 2005 roku od Zawadzkiego.
- Czekamy już wystarczająco długo - ucina pan Teodor. Bogdołowie złożyli skargę na burmistrza do rady, ale radni przyznali rację burmistrzowi. Rodzina zapowiada, że pójdzie do sądu, a w styczniu zatka rurę sąsiadów w swojej studzience.
- Nie mają prawa - odpowiada Henryk Morys z Zaw-Kom. - Pod moją działką biegnie główny kolektor ściekowy. Czy też mam go kazać odciąć? - pyta retorycznie prezes spółki.

Dodał:
Hightower
Źródło:
Autor:
Data:
www.nto.pl
Edyta Hanszke
07.12.2004r.