Wisła Puławy - ASPR Zawadzkie 39-24 (18-14)

W sobotę, w ostatnim meczu rundy jesiennej I ligi mężczyzn, tylko do przerwy goście utrzymywali dystans do aspirującego do awansu rywala. Pierwsza połowa nie zapowiadała tak wysokiej wygranej gospodarzy. Wisła objęła co prawda prowadzenie 2-0 po golach Sebastiana Płaczkowskiego i Andrzeja Chmielewskiego, ale później nie udało się wiślakom odskoczyć na więcej niż 2-4 bramki.
Zawodnicy ASPR po trafieniach Adama Skrabani i Mariusza Łochuńki doprowadzili w 11. min do remisu 4-4. Potem obrońcy i bramkarze beniaminka nie potrafili zatrzymać niezwykle skutecznego Chmielewskiego. Na jego trzy trafienia z rzędu odpowiedział tylko Krzysztof Płonka i Wisła Wygrywała 10:7.
Z rzutu karnego nie trafił Skrabania, uczynił to Łochuńko i było 12-11. Kolejne cztery trafienia zapisali na swoje konto jednak miejscowi.
"Odjazd" gospodarzy zaczął się w drugiej połowie, kiedy to na osiem bramek Wisły goście odpowiedzieli dwoma. Bardzo szybko, bo już w 39. min przewaga Wisły po bramce Chmielewskiego wzrosła do 10 goli (26-16) i rosła nadal. W tej sytuacji trener Henryk Zajączkowski desygnował do gry młodzież. Trafiali sporadycznie Patryk Całujek, Łukasz Pawlak i Kamil Ziaja, jednak rywal odpowiadał na ich bramkę dwoma, a nawet trzema.
- Ten mecz wkalkulowaliśmy jako porażkę - przyznał Ryszard Maśniak, wiceprezes ASPR-u. - Zagrał chory Skrabania, chłopaki odczuwali trudy podróży i walczyli dopóki starczyło sił. Poza tym to był dobry moment na danie szansy zmiennikom.

 

Dodał:
Hightower
Źródło:
Autor:
Data:
www.nto.pl
"Sab"
06.12.2004r.