|
W
sobotę, w ostatnim meczu rundy jesiennej I ligi mężczyzn, tylko do przerwy
goście utrzymywali dystans do aspirującego do awansu rywala. Pierwsza
połowa nie zapowiadała tak wysokiej wygranej gospodarzy. Wisła objęła
co prawda prowadzenie 2-0 po golach Sebastiana Płaczkowskiego i Andrzeja
Chmielewskiego, ale później nie udało się wiślakom odskoczyć na więcej
niż 2-4 bramki.
Zawodnicy ASPR po trafieniach Adama Skrabani i Mariusza Łochuńki doprowadzili
w 11. min do remisu 4-4. Potem obrońcy i bramkarze beniaminka nie potrafili
zatrzymać niezwykle skutecznego Chmielewskiego. Na jego trzy trafienia
z rzędu odpowiedział tylko Krzysztof Płonka i Wisła Wygrywała 10:7.
Z rzutu karnego nie trafił Skrabania, uczynił to Łochuńko i było 12-11.
Kolejne cztery trafienia zapisali na swoje konto jednak miejscowi.
"Odjazd" gospodarzy zaczął się w drugiej połowie, kiedy to na
osiem bramek Wisły goście odpowiedzieli dwoma. Bardzo szybko, bo już w
39. min przewaga Wisły po bramce Chmielewskiego wzrosła do 10 goli (26-16)
i rosła nadal. W tej sytuacji trener Henryk Zajączkowski desygnował do
gry młodzież. Trafiali sporadycznie Patryk Całujek, Łukasz Pawlak i Kamil
Ziaja, jednak rywal odpowiadał na ich bramkę dwoma, a nawet trzema.
- Ten mecz wkalkulowaliśmy jako porażkę - przyznał Ryszard Maśniak, wiceprezes
ASPR-u. - Zagrał chory Skrabania, chłopaki odczuwali trudy podróży i walczyli
dopóki starczyło sił. Poza tym to był dobry moment na danie szansy zmiennikom.
|