|
Piłkarze
ręczni z Zawadzkiego przegrali pierwszy raz na własnym parkiecie, mimo
że przystępowali do meczu w roli faworytów.
Kibice ze zdumieniem patrzyli na przebieg wydarzeń, kiedy
po 10 minutach gry goście prowadzili 4-0. Miejscowi grali źle w obronie,
na wiele pozwalając rywalom. Kiedy po szybkim kontrataku Adam Skrabania
strzelił pierwszego gola dla gospodarzy, odżyły nadzieje widzów.
|
Protokół
|
* ASPR Zawadzkie
- Bocheński KS 26-29 (11-12)
ASPR: Drozd, Janik - Całujek, Płonka, Popławski 1, Niciejewski 3,
P. Jagła 5, Skrabania 7, Łochuńko 8, Pietrucha 2, Ziaja, Pawlak, Antczak,
Czech. Trener Henryk Zajączkowski.
Bocheński: Gut - Piętak 10, Ćwik 3, Prysiak 3, Słowiak, Woźniczka,
Pach 2, Jacek 8, Węgrzyn, Wróbel 3. Trener Ryszard Tabor.
Sędziowały: Janina Brehmer
i Agnieszka Skowronek (Katowice). Widzów 300. |
Były to tylko pozory, bo piłkarze ręczni z Bochni nadal kontrolowali
przebieg wydarzeń. Kiedy jednak po bramkach Skrabani i Przemysława Jagły
było 5-6, trener z Bochni poprosił o przerwę. Dobrze zrobiła ona jego
podopiecznym, którzy znowu "odjechali" na trzy bramki. W końcówce
pierwszej części dwa razy w trudnych sytuacjach bronił Tomasz Drozd, co
zmobilizowało jego kolegów, którzy zmniejszyli dystans do bramki.
- Gra się tak, jak przeciwnik pozwala - mówił jeden z kibiców. - Ale
przegrana to nie powód do rozpaczy, bo w tej klasie rozgrywkowej wygrać
może każdy z każdym. Walczyć więc trzeba nadal.
Po przerwie nadal nie szło miejscowym. Przyjezdni postawili im wysokie
wymagania, imponowali szczelną obroną, dobrze w ich bramce spisywał się
Jarosław Gut. Tomasz Wróbel i Paweł Prysiak doprowadzili do stanu 25-18
dla Bochni (48. min). Wtedy trener Henryk Zajączkowski wziął czas, dokonywał
zmian w swoim zespole, ale to nie pomagało. Kibice coraz bardziej się
denerwowali.
- Odczuwało się absencję Tomka Jagły, ale to nie powód, żeby drużyna
tak radykalnie obniżyła loty - powiedział sympatyk ASPR-u, Józef Hertel.
- Chłopcy rozegrali najsłabszy mecz w tej rundzie, a niewykorzystane sytuacje
dopełniły czary goryczy.
- Nie przyjechaliśmy do Zawadzkiego w roli "chłopców do bicia"
- stwierdził szkoleniowiec gości. - Po ostatnich porażkach z drużynami
z czołówki walczyliśmy dzielnie, wygraliśmy zasłużenie i uważam, że rozpoczniemy
marsz w górę tabeli. To zwycięstwo było moim zawodnikom bardzo potrzebne.
Autor: Bogusław Kasprzysiak
Źródło: www.nto.pl
"ASPR znowu zlany" - oczyma kibica
W sobotę dnia 06.11.04r. byłem na meczu naszego kochanego ASPR-u który
walczył z BKS-em Bochnia. Mimo ostatniej porażki w Zawierciu byłem optymistycznie
nastawiony do meczu, bo przecież nasi w domu zawsze wygrywali - tym razem
było niestety inaczej.
Kupując bilet za 4 złote oczekiwałem czegoś więcej! Oczywiście, jak zwykle
na hali panowała miła atmosfera, śpiewy niezawodnych zawadczańskich kibiców
na trybunach - wszystko to trwało do usłyszenia dźwięku gwizdka z ust
uroczych pań sędzin (jak potem się okazało nie takich uroczych). Nasi
na początku nie mogli zdobyć bramki, przy czym nasi rywale zdobywali je
niczym karabinami kałasznikowa. Marnowane w dziecinny sposób sytuacje
mściły się jedna za drugą, przez co Bochnia uzyskała nawet 5- cio punktową
przewagę. Po pierwszej połowie jednak nie byłem w takim złym humorze bo
szczypiorniści z Zawadzkiego zdołali zredukować przewagę do zaledwie jednego
punktu (gdyby nie zmarnowanych parę rzutów karnych to pewnie wygrywalibyśmy).
Druga połowa była koszmarem. Niezrozumiałe decyzje sędzin, słaba postawa
bramkarzy oraz reszty zawodników doprowadziły do porażki z bardziej oddalonym
od nas w tabeli zespołem.
Wychodząc z hali wszyscy mieli smutne miny, byli rozgoryczeni postawą
naszych chłopców. Nawet niebo było zszokowane wynikiem i obdarowało nas
ulewnym deszczem. Miejmy nadzieję, że kryzys w naszej drużynie się szybko
skończy, bo w przeciwnym razie wstęp na mecz będzie musiał być bezpłatny...
Autor: Tomasz Hasikowski
|