|
Hałdy
gruzu, folii, puszek po farbach, szkła, plastików i innych śmieci leżą
w okolicach Zawadzkiego. Sprzątać muszą pracownicy nadleśnictwa.
Wywożą tony śmieci
Najwięcej dzikich wysypisk jest na obrzeżach terenów leśnych przy drogach
wylotowych z miasta.
- Przy ulicy Opolskiej, Świerklańskiej, ogródkach działkowych, za siedzibą
zakładu komunalnego i w lasku między Zawadzkiem i Żędowicami - wymienia
nadleśniczy Zdzisław Siewiera.
Twierdzi, że nielegalne śmietniska tworzą mieszkańcy.
- Sterty są ogromne. Śmieci nie są wywożone w reklamówkach, lecz samochodami
- sugeruje nadleśniczy.
Mieszkańcy miasta przytakują Siewierze. Stanisław Ptasznik komentuje:
- Faktycznie, las wokół miasta miejscami wygląda jak śmietnik. Dziwię
się ludziom, którzy wyrzucają tam jakieś odpady, a potem narzekają, że
jest brudno!
Henryk Wilczak często jeździ po lesie rowerem.
- To, co widzę, to prawdziwa zgroza! - twierdzi.
Nadleśniczy zachęcał samorządowców, żeby rozwiązali problem, kontrolując
umowy mieszkańców na wywóz śmieci. Za wzór stawiał Jemielnicę i Kolonowskie,
gdzie wprowadzono selektywne zbiórki odpadów.
- Utworzyliście ścieżki rowerowe, ale wzdłuż nich brakuje miejsc postojowych,
zadaszeń, koszów na odpadki. Na nas spada obowiązek sprzątania śmieci
po turystach - żalił się.
Siewiera zapewnia, że dzikie wysypiska będą uprzątnięte. Za zaśmiecanie
lasu grozi kilkaset złotych mandatu, a nawet sprawa w sądzie.
|