|
Zawadzkie.
Kupcy mają pomysł na walkę z sieciami handlowymi. Planują zbudować galerię.
Na to jednak musi się zgodzić gmina.
Grupa lokalnych przedsiębiorców oferuje gminie założenie spółki (samorząd
da ziemię, oni pieniądze) i wybudowanie obok stacji benzynowej kompleksu
handlowo usługowego "Galeria Handlowa Zawadzkie". - Zebraliśmy
16 osób, które chcą zainwestować w taki budynek - mówi Krzysztof Piaskowski
(prowadzi z żoną trzy sklepy na terenie powiatu). - Złożyliśmy taką propozycję
radnym i burmistrzowi.
Zalety takiego rozwiązania według handlowców są następujące: gmina nie
straci bardzo dobrego gruntu, będzie pobierała za niego podatek od nieruchomości,
czerpała inne zyski ze sklepów i firm, które tam się ulokują, poprawi
się wygląd centrum miasta, zadowoleni powinni być także klienci.
Krzysztof Piaskowski mówi, że marzy im się budynek na kształt opolskiego
"Opolanina", ale dostosowany gabarytami do potrzeb Zawadzkiego.
Jest przekonany, że znajdą pieniądze na realizację tego pomysłu. Chcą
też szukać dotacji unijnych. Mówią, że galerią są także zainteresowane
osoby sprzedające na zawadzkim targowisku.
Helena Piaskowska: - Mamy wstępne deklaracje, że znalazłyby się tam sklepy
i punkty usługowe oraz toalety, których teraz przy prowizorycznym placu
targowym nie ma.
Przedsiębiorcy robią wszystko, żeby nie dopuścić do postawienia w centrum
sieciowego marketu. - Widzimy, że nic nie zdziałamy, przeciwstawiając
się jego budowie - mówi Krystyna Wieszczeczyńska, prezes zawadzkiego Społem.
- Ale niech stanie w innym miejscu, na obrzeżach.
Maria Plank (prowadzi sklep spożywczy, w którym zatrudnia trzy osoby)
pyta, ile gmina zyska na wpuszczeniu marketu do centrum. - Przecież oni
zarządają na wstępie ulg podatkowych - sugeruje.
Marian Pudo, zawadzki radny, mówi, że na grudniowej sesji rada oceni
propozycję handlowców. On sam, powołując się na głosy wyborców, jest za
marketem nawet w centrum miasta. Radnej Elżbiecie Raczkowskiej koncepcja
budowy galerii przypadła do gustu. - Mogłoby powstać i jedno, i drugie
- komentuje. Market, jej zdaniem, powinnien zostać otwarty, bo większość
mieszkańców i tak robi zakupy w sieciowych sklepach, tyle że w okolicznych
miejscowościach.
Pomysł kupców chwali też burmistrz Mariusz Stachowski, choć żałuje, że
nie zrodził się wcześniej. Burmistrz dostał zielone światło od radnych
na negocjowanie warunków z sieciami handlowymi. Zła dla handlowców informacja
jest taka, że Mariusz Stachowski nie bardzo widzi inną lokalizację marketu
niż w centrum.
- Na obrzeżach nie mamy gminnych działek - tłumaczy. - Jesteśmy za mali,
żeby stawiać warunki sieciom, a im przypadły do gustu działki przy głównej
ulicy.
|