Tak pomagali, że umarł

Ireneusz Norek, który przeszedł przez cztery szpitale, zanim trafił na stół operacyjny, zmarł po 20 dniach walki o życie. Został pochowany 25 maja.

Historię Irka opisaliśmy w "NTO" 10 maja: 23-letni upośledzony umysłowo mężczyzna od 11 lat mieszkał w Domu Pomocy Społecznej w Zawadzkiem. 2 maja po śniadaniu poczuł się źle. Potem zaczęła się gehenna - pacjenta i jego rodziców. Irek był badany przez lekarza karetki pogotowia, na izbie przyjęć szpitala w Strzelcach Opolskich, a następnie - Wojewódzkiego Zespołu Neuropsychiatrycznego w Opolu, przeszedł przez oiom szpitala wojewódzkiego, aż wreszcie trafił do Wojewódzkiego Centrum Medycznego, gdzie został zoperowany z powodu skrętu jelit. Trafna diagnoza postawiona została zbyt późno (na początku lekarze twierdzili, że to padaczka) - doszło do martwicy jelita cienkiego i chirurg musiał je usunąć Irkowi prawie w całości.
- Przez kilka ostatnich dni przed śmiercią Irek był już na morfinie, martwica w jelitach postępowała - powiedziała "NTO" Elżbieta Norek, mama Irka, która na zmianę z mężem przez cały czas dyżurowała przy łóżku syna.
- Jego śmierć to był dla nas szok, bo chociaż Irek mieszkał na stałe w domu pomocy, to spędzał u nas dużo czasu: wakacje, ferie, święta i jeden weekend w miesiącu. Nie oddaliśmy go na pastwę losu, jak próbowano nam to zasugerować.

 

Dodał:
Źródło:
Autor:
Data:
www.nto.pl
Fed
05.06.2005r.