Rocznica i wyzwania

- Co nas czeka w tym roku?

To wyjątkowa rocznica. Nasza szkoła działa już od sześciu dziesięcioleci - mówi dyrektor Marian Pudo. - Przez ten czas nasze mury opuściło ponad siedem tysięcy absolwentów. To ogromna rzesza ludzi, która przez te wszystkie lata rozjechała się po świecie. Chcemy, aby tegoroczne uroczystości pomogły im spotkać się raz jeszcze.

- Wszyscy absolwenci zostaną zaproszeni?
- Tak, chociaż to nie jest takie proste. Tam, gdzie się da, wyślemy zaproszenia osobiście, natomiast w wypadku zdecydowanej większości nie mamy żadnych informacji gdzie się znajdują. Uruchomimy na naszej stronie internetowej zaproszenie na spotkanie i puszczamy w ruch pocztę pantoflową. Liczymy na to, że zjedzie się około tysiąca byłych uczniów szkoły z całego świata. Uroczystości potrwają 2 dni. Będą otwarte dni szkoły, uroczystości w sali widowiskowej, msza a nawet lekcje wychowawcze z nauczycielami, którzy kiedyś u nas pracowali. Zaproszeni będą także oficjalni przedstawiciele władz.
To ogromne wyzwanie. 10 lutego zbierze się komitet organizacyjny, który ma ustalić przebieg przygotowań. W internecie umieszczona będzie ankieta, w której każdy absolwent wypowie się czego spodziewa się po tym spotkaniu. Postaramy się spełnić wszelkie ich zachcianki - dodaje z uśmiechem Marian Pudo.

- Jaka jest historia szkoły?
- Zespół Szkół Zawodowych w Zawadzkiem od zawsze związany był z hutą. Powstał w celu zapewnienia jej wykwalifikowanej kadry pracowniczej i doskonale wywiązywał się z tego zadania. Kiedy huta zaczęła mieć trudności finansowe, rozpoczął się proces odłączania wszystkich jej dodatkowych działów. Pozbyto się między innymi wszystkich ośrodków wypoczynkowych. Także nasza szkoła została oddana kuratorium oświaty za symboliczną złotówkę. Po pewnym czasie kuratorium przekazało nasz Zespół Szkół pod władanie Starostwa Powiatowego, co uważam za wyjątkowo szczęśliwy obrót sprawy. Od tego czasu znacznie polepszyły się nasze warunki finansowe.
Dzięki opiece Starostwa możliwe były remonty dachu, sali gimnastycznej i wymiana okien w budynku szkoły. Wzrosła także ogromnie ilość i jakość pomocy dydaktycznych. W tym czasie na remonty wydano niemal 400 tysięcy złotych, o czym wcześniej mogliśmy tylko pomarzyć.

- Jak wasi absolwenci radzą sobie w życiu?
- Pierwsza zasada - przyjmujemy tylko uczniów, którzy mają podpisane umowy o pracę z przedsiębiorcami. Nie ma takiej możliwości, by uczęszczała do nas młodzież, która równocześnie nie odbywa praktyk. Nie mamy warsztatów i uczymy tylko teorii. Taki podejście gwarantuje że praktycznie wszyscy absolwenci mają pracę po ukończeniu naszej szkoły.

- Często słyszy się o coraz mniejszej ilości uczniów w szkole...
- To poważny problem w skali całego kraju. Nie odczuwamy go jeszcze na sobie, ale za parę lat niż demograficzny dotknie i nas.
- Jaki będą tego skutki?
- Będziemy musieli przetrwać. Wygrywamy dużym profesjonalizmem kadry pedagogicznej i nowoczesną bazą. Uczęszczają do nas uczniowie nie tylko z Zawadzkiego i okolic, ale także z dalszych miejscowości. Także z województwa śląskiego.
Wszystkie szkoły coraz bardziej czują presję niżu demograficznego i wzmaga się walka o ucznia. Musimy konkurować przede wszystkim z Opolem, które ma znacznie większą siłę przyciągania, lecz udaje się nam wychodzić z tego współzawodnictwa obronną ręką. Staramy się osobiście dotrzeć do wszystkich absolwentów okolicznych gimnazjów i przekonać ich do naszej szkoły. Daje to pozytywne efekty.

- Kiedy niż demograficzny dotknie szkoły średnie?
- Na przełomie lat 2010-2011. W chwili obecnej mamy 21 oddziałów, do których uczęszcza 474 uczniów. Kiedy dotrze do nas niż demograficzny, może czekać nas redukcja do 14 oddziałów. Będzie po prostu zbyt mało uczniów. A to wiąże się niestety z nieubłaganą redukcją personelu.
Ministerstwo edukacji przedłużyło zresztą okres odchodzenia nauczycieli do grudnia 2007 roku. Do tego czasu z zawodu powinno odejść 80 tysięcy pedagogów. To niestety konieczność spowodowana sytuacja demograficzną.

- Becikowe jako lekarstwo?
- Becikowe nic tutaj nie pomoże. Matka na każde dziecko w Niemczech dostaje 130 Euro miesięcznie, w Hamburgu nawet 600. Takie sumy rzeczywiście mogą pomóc w wychowaniu dziecka. Kwota tysiąca złotych nie wystarczy nawet na buty. To żadna pomoc i każdy zdaje sobie z tego sprawę. Z pewnością nie zachęci ona specjalnie kobiet do rodzenia większej liczby dzieci.
W ostatnich latach Zawadzkie opuściło ponad 1200 mieszkańców, którzy wyjechali za chlebem na Zachód. To katastrofa, gdyż w pierwszej kolejności wyjeżdżają fachowcy i nie należy im się dziwić. Jeżeli inżynier po studiach zarabia 1100 brutto a tam robotnik bez problemu może zarobić 5000, to wybór wydaje się być prosty. Tylko że będzie to miało dla nas wszystkich tragiczne konsekwencje. Ktoś będzie musiał przecież za jakiś czas pracować na nasze emerytury.

- Dziękuję za rozmowę

 

Dodał:
Źródło:
Autor:
Data:
www.strzelecopolski.pl
Romuald Kubik
05.02.2006r.