|
O autorze: Piotr Guzy urodził się w 1922
roku w Zawadzkiem. Do gimnazjum i liceum uczęszczał w Tarnowskich
Górach. W roku 1939, po kampanii wrześniowej, był internowany w Rumunii,
skad zbiegł i dostał się do armii polskiej formowanej we Francji przez
gen.Sikorskiego. W 1944 roku walczył w szeregach Dywizji Pancernej
gen.Maczka we Francji, Belgii i Holandii, gdzie został cieżko ranny.
Po wojnie studiował ekonomię i filozofię na Uniwersytecie Londyńskim,
a po powrocie do Kraju w 1949 roku na Uniwersytecie Poznańskim, gdzie
uzyskał stopień magistra ekonomii i nauk politycznych. W latach 1956-57
byl redaktorem w poznańskim Tygodniku Zachodnim. Pod koniec l957 roku
wrócił do Anglii, gdzie
pracował w BBC. W roku 1969 przeniósł się do Monachium do pracy w
rozgłośni polskiej Radia Wolna Europa. Od końca 1978 roku mieszka
w Hiszpanii.
Opublikował m. in. "Krótki żywot bohatera pozytywnego" (Instytut
Literacki, Paryż, 1966), za którą dostał nagrodę paryskiej Kultury
za rok 1966, "Stan wyjatkowy" (Instytut Literacki, Paryż,
1968, za którą otrzymłl nagrodę londyńskich Wiadomości za rok 1968.
W roku 1990 opublikował w wydwnictwie ANEKS w Londynie powieść "Requiem
dla pani Tosi", a w roku 1994 w poznańskim wydawnictwie wydał
powieść "Zwidy na wysokosciach".
Teraz pracuje nad swoją najnowszą powieścią, jak sam mówi: "zajmie
mi to jeszcze conajmniej jeden rok". Tytułu jest jeszcze nieznany,
ale poniżej zamieszczamy już fragment "Ognisko na łące przy cmentarzu".
Życzymy miłej lektury!
"Ognisko na łące przy cmentarzu"
[...] W piatek wieczorem Franz przyszedl ze Swierkli prosic ciotke
Wiktorie, zeby nastepnego dnia pozwolila Michalowi pojsc z nimi na
ich wieczorne ognisko, unser Festfeier. Ciotka Wiktoria odstawila
widly pod sciane, byli w oborze,spojrzala na niego tak jakos z
ukosa.
- Unser? - Ciotce sie nie podoba, ze jej siostrzeniec tak sie utozsamia
z hitlerowcami.
- No tak, unser, a dlaczego by nie? - Franz ja prowokuje, niech mu
wyjasni, niech sie odwazy, dlaczego nie powinien.
- Jak ty tego sam nie rozumiesz, to co ja ci bede mowila? Ja to niekiedy
Panu Bogu dziekuje, ze nigdy nie wyszlam za maz i nie mam dzeci, bo
w takich zasach jak teraz-
- Ciotka to zawsze sie dopatruje diabla tam, gdzie go wcale nie ma.
- Nie ma?
- No?
- Bo ty myslisz, ze diabel sam przyjdzie do ciebie i sie ci przedstawi,
Ich bin der Teufel, tak? Franz usmiechnal sie drwiaco, puscil oko
w kierunku Michala, kumpel przeciez, nie? Co Michal odebral z pewnym
niesmakiem, wystarczy, ze sa kuzynami.
- No to jak bedzie, ciotka?
- A ty chcesz isc?
- Nigdy na czyms takim nie bylem a chetnie bym zobaczyl, jak to wyglada.
- To niech juz idzie.Ale przed polnoca ma byc w domu.
- Ciotka bedzie spokojna, bedzie w domu przed polnoca, die Tante can
ruhig sein.
Kiedy wyszli z podworza, zamkneli furtke na haczyk, i ruszyli w kierunku
na Pustki, to dopiero wtedy Franz wyjal z kieszeni szeroka czerwona
opaske z czarna swastyka na okraglym bialym tle i zalozyl ja sobie
na lewym ramieniu.
- Szykowne, co?
- Tak sie puszy, ale w domu by sie nie odwazyl jej wlozyc - powiada
Truda, ona wprawdzie do Bund Deutsches Maedchen nie nalezy, ale idzie,
zawsze to jakies urozmaicenie, zabawa.
- Takie tam gadanie. Quatsch!
- Nie bylo tak jak po raz pierwszy ja zalozyles?Ojciec tylko sciagnal
brwi, tos sie zrobil odrazu taki maly.
- Quatsch! Sei doch nicht so dumm, nie badz znowu taka glupia.
Na Pustkach prawie z kazdego domu wychodza chlopcy i dziewczeta, niektorzy
w brunatnych mundurach Hitlerjugend, niektorzy tylko z ta opaska na
ramieniu, tak pol na pol mniej wiecej, ci w mundurach jednak jakby
troszke wazniejsi od tych po cywilnemu, z wszystkich jednak twarzy,
i chlopcow i dziewczat,bije jakas niezwykla odswietnosc,radosc, duma,
ze sa czescia tej mlodej hitlerowskiej wspolnoty, ktora im daje sile.
A Michalowi przypomina sie, jak to pan Jantosch, przygotowujac w piwnicy
w ich domu w Tarnowskich Gorach, wiazki drewna na podpalke, zanoszac
sie swoim potwornym kaszlem, chyba jednak gruzliczym, powiada zawsze,
wlasciwie grozi: zobaczysz, oni tu przyjda i nareszcie ktos tu zrobi
porzadek. I Michal teraz, idac w otoczeniu sporej juz gromadki mlodych
Hitlerowcow, gdy z daleka sie niosa wieczornym powietrzem dzwieki
ich orkiestry, prawdopodobnie juz stawionej na lace za zawadczanskim
cmentarzu, mysli, ze mowiac "oni" pan Jantosch ma niechybie
na mysli takze tych chlopcow, w kazdym razie ich dojrzala wersje.Oni
u przyjda i zrobia nareszcie porzadek, tak? Michal jakby sie w duchu
usmiechal, patrzy na tych chlopcow, dziewczeta, przeciez to jego rowiesnicy,
z poczuciem nawet pewnej wyzszosci, wcale oni nie tacy grozni, zreszta
on wie, ze nikt nam nie zrobi nic, bo z nami Smigly Rydz, na moment
nawet nie dopuszcza mozliwosci, ze moglby sie mylic, wzglednie ze
ci wszyscy, ktorzy z wyzyn swoich panstwowych stanowisk go o tym zapewniaja,
mogliby swiadczyc nieprawde.
Tymczasem zmierzch gestnieje i zanim dochodza na miejsce, wisi nad
nimi miekka letnia noc.Ognisko juz plonie.Tworzy je wysoki prawie
na dwa metry, zrecznie i z przemysleniem ulozony stos bierwion, krotszych
polan,iglastych galezi sosen i swierkow oraz pospolitego chrustu,
ktory parska iskrami. Orkiestra gra jakiegos wojskowego marsza, ktorego
melodia jest mu znana, czesto ja slyszy, gdy po drugiej stronie Malapany
pasie starzykowe krowy.
- My sobie tu staniemy z boku - powiada Truda przechodzac z nim do
sporej gromady starszawych osob, ktore ewidentnie znalazly sie tutaj
w charakterze widzow, dla ciekawosci.- A Franz niech sobie idzie tam,
gdzie ma kolegow, to razem beda mogli sobie pokrzyczec.
Michal domysla sie, ze Truda, o trzy lata starsza od brata, mapewne
zastrzezenia, nie zupelnie aprobuje jego postepowanie. Orkiestra gra
Die Fahne hoch, nawet niektorzy starsi podchwytuja melodie,ktora i
Michalowi tez sie przecie podoba, i spiewaja do wtoru glosow dziesiatkow
ustawionych w karne szeregi mlodych ludzi z wyciagnietymi w hitlerowskim
pozdrowieniu rekami. Ale Truda nie, co umacnia jego domysly. Przemawia
wysoki hitlerowiec w brunatnym mundurze, w bufiastych spodniach w
puszczonych do butow z cholewami. Michal ma w gimnazjum niemiecki
jako jezyk nadobowiazkowy, sporo jednak rozumie, w kazdym razie takie
slowa jak unser beliebter Fuhrer, takie jak Bolschewizmus, Volk, Lebensraum,judische-amerikanische
konspiration,wogole duzo o Zydach, das Deutches Volk,mowca slowamijakby
sekatymi wyraznie zagrzewa tych mlodych do walki, zasiewa w ich duszach
pewnosc zwyciestwa i gdy poteznym glosem zapowiada, ze czeka ich zwyciestwo,
der Sieg ist unser,dziesiatki i dziesiatki rak podnosi sie do gory
i pod miekkie welwetowe niebo wzbija sie rytmicznie zawolanie Sieg
Heil, Sieg Heil! i zdawaloby sie, ze tym okrzykom nie bedzie konca,
ale sie przeciez koncza i wtedy mowca na nowo wpada w swoj zahipnotyzowany
wewnetrzna wiara tok, ktory go unosi na coraz wyzsze i glosniejsze
poziomy sztuki oratorskiej, niemal ze sie zachlystuje, i w takich
momentach z ust obecnych na nowo wydziera sie to rytmicznie skandowane
Sieg Heil a ogien na srodku czworoboku sie pali, chwilami, gdy podniesie
sie wiatr,z rozpalonych bierwion , prymitywnego chrustu urywaja sie
fontanny iskier, ktore wiatr przewiewa na pobliski cmentarz, w swietle
chyboczacych plomieni okazuja sie spokojnie obojetne nagrobki,zeliwne
krzyze, nagrobkowe
pomniki. Michal konstatuje, ze jemu tez sie udziela ta jakas niesamowita
atmosfera tego wieczora, wlasciwie juz poczatku nocy, ktora,jasno
zdaje sobie z tego sprawe,gdyby jej tylko dac troche wewnetrznego
przyzwolenia, latwo mogla by jego tez zniewolic, zatruc swoim prymitywnym
poganskim urokiem. Odnosi tez wrazenie, niejasne, trudne do zartykowania,
jakby i ci ludzie podswiadomie odgrywali jakis wzniosly,urzekajacy
swa tajemnicza wymowa dramat i lada chwila moga ten umowny dramat
przemienic` w realne grozne poczynania.I po raz pierwszy tego wieczora
poczul sie w tym zgromadzeniu niepewnie. Po zakonczeniu ogniska Franz
dolaczyl do nich, ruszyli droga powrotna na Swierkle, Franz zapytal
go:
- No jak ci sie podobalo?
Michal sie chwile zastanowil,potem powiada:
- No coz, niewatpliwie to robi wrazenie.
- Niewatpliwie - Franz, tak z przekasem. - Ty gorolu, ty! Ty zas nic
nie rozumiesz, wiesz? [...]
x x x
Piotr Guzy
|