:... "Ona" (autor: Piołun)...:


Rozciągnięte ramiona, niczym smukłe topole, obejmowały niebieskie połacie niebios. Siedziała na zielonej ławeczce w zielonym parku. Pokryta drobinkami kwiatów czarnego bzu. Lśniły białe płateczki na jej skroniach; we włosy wplątały się zielone listeczki drażniąc odsłonięte ramiona. Sukienka zwiewna wiła się między udami, gdy maleńkie stopy oparły się o zerwany konar dębu. Wygięła się jeszcze raz, uniosła zadarty opalony nos ku górze i ciężko westchnęła. Kasztanowe włosy opadały ciężkimi puklami; niesforny kosmyk sterczał zawadiacko koło ucha.
Sukienka podwijała się w nikłej walce z wiatrem. A Ona siedziała, nieświadoma żywiołów. Jakby nic nie istniało, nic nie tworzyło się. Lekkomyślne przebywanie na zielonej ławeczce w zielonym parku.
W lesie gorzało. Rozbuchana zieleń walczyła z ciemnością mgielnych szarości. Drzewa w koronnych objęciach szumiały niespokojnie. Szumiały, krzyczały ptasie gardziele. Nabiły się granatowe chmury na ostre wierzchołki jodeł. Puchaty fiolet oblał pola igieł. Gdzieś w zakamarkach rozedrganych korzeni schował się szaraczek. Trusia wtuliła się w siebie kładąc kłapouche ucha po sobie. Cisza, a zarazem szum ogromny. Starcie ostateczne życia, niczym w zagrodzie Malczewskiego, lecz bardziej niespokojne.
A w zielonym parku na zielonej ławeczce siedziała Ona. Stopy mokły w pierwszych kroplach wody. Wiły się strużki po delikatnej skórze, zbaczając, skręcając meandrami ramion i piersi. Deszcz ciepły i deszcz chłodny. Duszny oddech i miliony białego kwiecia na włosach, we włosach, w spojrzeniu. Zaczekanie, zamyślenie troskliwego pasterza. Gdy nagle wiatr powiał ostrzej, wyżej, jakby z wewnątrz ciała i ducha; a ich przecież nie było. Była tylko Ona… na zielonej ławeczce w zielonym parku.
Złapała za ciężką kosę; uniosła lśniące ostrze… Stopy skryły się w splotach traw, znacząc je delikatną krwawą poświatą