:... "Dom" (autor: Piołun)...:


Widziałam dom.
Stał na wzgórzu wysokim, pokrytym łagodnie wijącymi się ścieżynkami. Promienie słońca igrały z głębokimi barwami witrażowych okien. Ciepło... Późne lato drgało między liśćmi i nabrzmiałymi sokiem owocami jabłoni. Opierały się o gęsto naznaczoną bruzdami piaskową ścianę. Drobne ziarenka krzemu lśniły złotem.
Ziemia pachniała słodko.
Drzwi były wysokie, wyciosane z dębowego ciała. Kołatka przyrosła do nich; zapomniana. Sen oparł się o leszczynę, w uniesieniu marząc o tym, czego nie było, czego nie będzie.
Dach pokrył gęsty zielony mech, otulony delikatną siateczką kryształowych kropli rosy. Z jednego kąta wiły się gęste zwoje bluszczu o ślicznych sercowatych liściach.
Ziemia pachniała słodko.
Usiadłam na starej kamiennej ławce. Oparłam się plecami o malutkiego amorka, figlującego po wyschniętej studni. Cisza hulała nad zapuszczonym ogrodem różanym. Wyła...
Słonko radośnie grzało, zapatrzone w swe jeziorne odbicie. Pomarszczone ręce oparłam o obtarte kolana. Głowa przytuliła się do piersi. Siwe pasemka włosów srebrzyły się jasno.
A tam wisiały one... szeleszcząc.
Pod nimi ziemia pachniała słodko.
I nic, co było dniem dzisiejszym, już nim nie było.
Ładni ludzie, uśmiechnięte dzieci, merdające ogonami psiaki przeminęli obok mnie, niczym fala wspomnień. Byli i odeszli.
A one nadal wisiały. Ziemia pachniała ...
Sen opadł na powieki gęstym syropem. Zmęczenie bezkresne złapało za nadgarstki, a słonko nadal grzało. Było tak ciepło i soczyście słodko.
Za drzwiami był korytarz długi i wąski. Korytarz do nikąd. Zamknięte wejścia do zapomnianych dni. Coś szeleściło w kuchni. Szemrało i stukało. Może myszka, może zagubiony kot. Tutaj mogło znaleźć schronienie wiele miłych stworzeń.
Zimne palce oplatały siwą skroń.
A one tam wisiały... w kuchni... i ociekały... słodką krwią marząc stoły.
Tylko biedne oczu nie miały.